Przy grobie. Sobota, Wielka Sobota, rok II, Łk 24,1-12. W pierwszy dzień tygodnia niewiasty poszły skoro świt do grobu, niosąc przygotowane wonności. Kamień zastały odsunięty od grobu. A skoro weszły, nie znalazły ciała Pana Jezusa. Gdy wobec tego były bezradne, nagle stanęło przed nimi dwóch mężczyzn w lśniących szatach.
W Biblii można przeczytać, że Jezus doznał wniebowstąpienia, więc jego doczesne szczątki nie powinny znajdować się na Ziemi W kolejnych wiekach zaczęto traktować Chrystusa jako postać historyczną i rozważać, gdzie został on pochowany. Na temat grobu Jezusa powstało sporo teorii Więcej takich historii znajdziesz na stronie głównej Z perspektywy nauki Kościoła grób Jezusa to ten, w którym, po ukrzyżowaniu, Józef z Arymatei oraz Nikodem złożyli Jego ciało. Po dwóch dniach stwierdzono jego brak, po czym okazało się, że Chrystus wrócił do żywych i jeszcze przez 40 dni przebywał wśród uczniów, których świadectwa Kościół uznaje za historyczne relacje potwierdzające zmartwychwstanie. Po tym okresie, zgodnie z Ewangeliami Łukasza i Marka, Jezus z Apostołami udał się na Górę Oliwną, gdzie dokonał wniebowstąpienia: - wspomina św. Łukasz. W ten sposób Jezus pożegnał się ze światem, nie zostawiając po sobie doczesnych szczątków. Jednak w oświeceniu - epoce rozumu - Biblię i opisane w niej wydarzenia zaczęto poddawać krytyce. Heinrich Paulus (1761-1851) - niemiecki teolog racjonalistyczny był zwolennikiem hipotezy, że Jezus nie umarł na krzyżu, tylko zapadł w śpiączkę, z której potem się obudził. Ernest Renan (1823-92) - francuski polihistor, który wywołał burzę książką "Żywot Jezusa" (1863), gdzie dokonał "demistyfikacji" i uczłowieczenia Chrystusa pisał, że wszystkie cudowne wydarzenia z jego życia są elementami mitu zbudowanego wokół jego osoby. Koncepcje te położyły podwaliny pod współczesną wizję Jezusa jako postaci historycznej. Kwestia tego, co działo się z nim po zakończeniu działalności w Ziemi Świętej nadal pozostaje tematem niechętnie podejmowanym przez badaczy, którzy nie chcą konfliktu z Kościołem i wiernymi. Skoro jednak uznaje się, że Jezus był człowiekiem, Jego ciało nie mogło ot tak zniknąć. Nawet jeśli przyjąć, że umarł na krzyżu, Jego zwłoki powinny stać się najcenniejszą relikwią dla wyznawców. Ich brak może sugerować, że Jezus rzeczywiście przeżył mękę i wywędrował, być może na Wschód. I to tam należałoby szukać Jego grobu. Skromny grobowiec Syna Bożego Teoria o Jezusie w Indiach ma dwie części składowe. Jedna z nich koncentruje się wokół tajemniczego grobowca Roza Bal w Śrinagarze - stolicy Kaszmiru. Choć nazwa krainy może nasuwać skojarzenia z egzotyką i bogactwem, czasy jej świetności dawno minęły. Wygląd grobowca Roza Bal odzwierciedla ten fakt. Ten skromny budynek o bielonych wapnem ścianach, przylegający do muzułmańskiego cmentarza, skrywa szczątki legendarnego mędrca nazywanego przez miejscowych Yuzasaf (lub Yuz Asaf), szerzej znanego jako… Jezus Chrystus. We wnętrzu Roza Bal (dosł. "Miejsca zmarłych") znajduje się zabezpieczony drewnianą konstrukcją grobowiec z pochówkiem z okresu przedislamskiego. Tożsamość Yuzasafa mają zdradzać wyryte w kamieniu wizerunki stóp wyglądających na poranione lub (zdaniem niektórych) przebite. O samym Yuzasafie wiadomo raczej niewiele. Pierwsze informacje na jego temat pojawiają się w źródłach pisanych z XVIII w. Ciekawa wzmianka pochodzi z akt sądowych z 1770 r. dotyczących sprawy o prawo do opieki nad grobowcem. - wspomina źródło. Popularyzatorem koncepcji, iż Roza Bal jest grobowcem Jezusa był Mirza Ghulam Ahmad (1835-1908) - reformator religijny (przez większość muzułmanów uznawany za heretyka) i założyciel wspólnoty Ahmadija, która stawia sobie za cel pokojowe propagowanie islamskich wartości. W 1898 r. opublikował on książkę pt. "Masih Hindustan Mein" (w Europie znaną jako "Jezus w Indiach"), gdzie twierdził, że Chrystus po opuszczeniu Judei udał się przez Persję i Afganistan do Indii. Mirza Ghulam Ahmad oparł swój wniosek na analizie przekazów ustnych i pisemnych wskazujących, że Yuzasaf to nikt inny tylko Isa, jak brzmi koraniczne imię Jezusa. Wiarę w to deklarowali wówczas liczni mieszkańcy Śrinagaru. Zdaniem założyciela Ahmadijji, Chrystus podążył na wschód, by szukać tam… zaginionych plemion Izraela. Inne ślady Jezusa w Indiach Wydaje się, że w Roza Bal rzeczywiście pochowano jakiegoś świętego męża. Problem w tym, że zdaniem naukowców w świadomości miejscowych informacje o historii tego miejsca mogły się nieco zapętlić. Imię Yuzasaf może pochodzić od Budasaf lub Yudasaf, jak w tradycji islamskiej określano Buddę (słowa te wywodzą się od sanskryckiego "boddhisatva"). Należy mieć bowiem na uwadze, że Kaszmir był pierwotnie buddyjski, a w toku islamizacji, w okresie sułtanatu (XIV-XVI w.) większość świątyń zamieniono na meczety. Jednak Roza Bal i legendy to nie jedyne ślady obecności w Kaszmirze człowieka, który mógł być Jezusem. Kolejnym jest inskrypcja ze steli w świątyni Takht-i-Suleiman (Tron Salomonowy) nad jeziorem Dal w Śrinagarze, która głosi: Angielskojęzyczna literatura, która powtarza treść inskrypcji, nie podaje, jak brzmiało w oryginale imię proroka zapisane na steli. Jeśli jest ona prawdziwa, na pewno nie mogło to być imię "Jezus" (to pochodna greckiej wersji; oryginalne imię Jezusa brzmiało "Joszua"). Wątpliwości budzi też podana data (nie wiadomo, jakiej rachuby) oraz wiek kolumny. Odniesienia do legendy o wędrującym Jezusie zachowały się także w średniowiecznych pismach islamskich. W XV-wiecznej księdze "Rauzat as-safa" dotyczącej królów i proroków, wspomina się o nim w następujących słowach: "Był wielkim podróżnikiem. Ze swojego kraju przybył z kilkoma uczniami do Nasibain, i posłał ich do miasta, by nauczali". Druga część teorii o pobycie Jezusa w Indiach związana jest z okresem tzw. zaginionych lat z Jego życia, kiedy to - zdaniem św. Łukasza - "Jezus robił postępy w mądrości" (choć Ewangelie ani słowem nie określają, gdzie i jak). W 1887 r., podczas podróży do himalajskiego Ladakhu zwanego "Małym Tybetem", Nikołaj Notowicz (1858-?) - rosyjski dziennikarz, oficer i podróżnik, dowiedział się, jak to było. W klasztorze Himis natknął się na manuskrypt dotyczący życia "Świętego Issy", który wydał mu się dziwnie podobny do Jezusa. Treść "Tybetańskiej Ewangelii" mówiącej o latach spędzonych przez Jezusa w Indiach, Notowicz opisał w "Nieznanym życiu Jezusa" (1894), które rozpala wyobraźnię czytelników do dziś, choć stoi w sprzeczności do historii o życiu Chrystusa w Kaszmirze. - wspomina żywot z Himis opisujący również powrót Issy do ojczyzny, działalność wśród Żydów oraz śmierć na krzyżu. "Kiedy zaszło słońce, skończyły się cierpienia Issy. Stracił świadomość, jego dusza uwolniła się od ciała i na powrót złączyła z Bogiem". Równie kontrowersyjny temat dotyczy tych, których Yuzasaf miał szukać na Wschodzie, a więc potomków tzw. 10 zaginionych plemion Izraela. Z kart dziejów zniknęły one, gdy ich państwo rozbili Asyryjczycy. Na Bliskim Wschodzie oraz Półwyspie Indyjskim rzeczywiście istnieją grupy etniczne i wspólnoty, których tradycja odwołuje się do historii zaginionych plemion. Najbardziej znani to afgańscy Pasztuni oraz Bene Izrael - hinduska społeczność uznająca się za potomków Izraelitów, u której - mimo lat izolacji - przetrwały liczne żydowskie zwyczaje. Przedstawiciele Bene Izrael zamieszkują Bombaj i Karaczi, zajmują wyższe pozycje społeczne, a ich liczba sięga 20 tys. A może Jezus naprawdę przeżył ukrzyżowanie i zbiegł do kraju, w którym mógł liczyć na przyjęcie życzliwsze niż wśród swoich? Idee Mirzy Ahmada i Notowicza kontynuuje dziś dr Fida Hassnain - autor wielu publikacji o sekretnym życiu Jezusa, którym trudno jednak przebić się przez barierę religijnych dogmatów i niechęci środowiska naukowego. Jeśli w kaszmirskim folklorze rzeczywiście istnieją odniesienia do postaci Jezusa, warto je mimo wszystko zbadać, choćby w kontekście religioznawczym. __________________ Cytaty pochodzą z: Notowicz N., "The Unknown Life of Jesus: The Original Text of Nicolas Notovich's 1887 Discovery", Fresno 2004. "Biblia Tysiąclecia", Poznań 2003. Przebicie włócznią boku Jezusa. Wieczorem Józef z Arymatei, członek Sanhedrynu, poprosił Piłata o ciało Jezusa. Józef z Arymatei i Nikodem zabierają ciało Jezusa i owijają je w czyste płótno. Józef i Nikodem chowają ciało Jezusa w grobie. Józef zatoczył przed grobem duży kamień.Uczeni, którzy pracują w miejscu, ustalili nowe fakty, które rzucają więcej światła na domniemany grób Jezusa Chrystusa. Jerozolima, Kościół Grobu Pańskiego. Przez setki lat budynek cierpiał z powodu zniszczeń wojennych, pożarów i trzęsień ziemi. Chociaż w 1009 roku został całkowicie zniszczony, a następnie przebudowany, dzisiaj dostarcza naukowcom cennych dowodów związanych z domniemanym miejscem pochówku Jezusa. Nowe fakty - grób jest starszy niż sądzono "Czy grób, który badamy jest tym samym, który zidentyfikowała rzymska ekspedycja prawie 17 wieków temu?" - pytają naukowcy na łamach National Geographic. Testy, jakie zostały przeprowadzone przez współczesnych badaczy wskazują, że znajdująca się w podziemiach kościoła wapienna jaskinia, jest tą samą, którą odkryli starożytni rzymianie. Tomb believed to be the burial site of Jesus Christ is 1,000 years older than previously thought — The Independent (@Independent) 29 listopada 2017 Zaprawa oraz marmur, które pokrywały powierzchnię grobowca - jak wynika z przebadanych próbek - pochodzą z roku 345 Zgodnie z historyczną relacją, wyprawa rzymian, która odkryła i zabezpieczyła grobowiec, miała miejsce w roku 326. "Do tej pory najwcześniejsze próbki z grobu jakimi dysponowaliśmy, pochodziły z okresu wypraw krzyżowych, co sugerowało, że miejsce to nie jest starsze niż 1000 lat" - donosi National Geographic. Czy to faktycznie grób Jezusa? Zdaniem naukowców, z archeologicznego punktu widzenia, nie ma aktualnie ewidentnych dowodów na to, że w grobowcu znajdował się Jezus. Nowe wyniki datowania sugerują raczej, że jego konstrukcja pochodzi z czasów Cesarza Konstantyna, pierwszego chrześcijańskiego cesarza rzymskiego. Badania grobowca Pierwsze od stuleci otwarcie grobowca miało miejsce w październiku 2016 roku, w czasie rekonstrukcji całej świątyni, jaka została przeprowadzona przez zespół z ateńskiego National Technical University. Kiedy owej październikowej nocy po raz pierwszy otwarto grobowiec, naukowcy zostali mocno zaskoczeni przez to, co zobaczyli. Pod marmurowa okładziną znajdowała się pęknięta kamienna płyta z wyrytym krzyżem, którą położono bezpośrednio na "łożu pogrzebowym" - przestrzeni, gdzie kładziono ciało zmarłego. Scientific testing on the site of what is believed to be Jesus’ tomb has dated material found there to the time of Rome’s first Christian emperor, Constantine. — The Tablet (@The_Tablet) 29 listopada 2017 Naukowcy spekulowali wówczas, że marmurowa płyta z krzyżem może pochodzić z czasów krzyżowców z XI w. Inni sugerowali, że jej pochodzenie jest starsze, a uszkodzenia na niej widoczne pochodzą właśnie z czasów wypraw krzyżowych. Nikt nie mógł wtedy przypuszczać, że dokładne badania zdradza jej jeszcze starsze, bo rzymskie, pochodzenie. Tworzymy dla Ciebie Tu możesz nas wesprzeć.
Obraz Caravaggia to wielofiguralna kompozycja przedstawiająca moment złożenia ciała Chrystusa do grobu. Wydarzenie to opisuje św. Jan w Ewangelii: „Potem Józef z Arymatei, który był uczniem Jezusa, lecz ukrytym z obawy przed Żydami, poprosił Piłata, aby mógł zabrać ciało Jezusa. A Piłat zezwolił. Płynnie przechodzimy od Męki do Zmartwychwstania. Ale bez pewnego odważnego ucznia i innego przyjaciela Jezusa, nie wiadomo, jak wyglądałby poranek wielkanocny. O tych dwóch Izraelitach prawie się nie mówi. Zresztą, jakie to ludzkie. Do dzisiaj nie dostrzega się wielkiego dobra, które dzieje się w cieniu, poza kamerami i bez rozgłosu. Nawet podczas czytania Męki Pańskiej wspomina się o nich jakby na marginesie. Przecież to, co najważniejsze już się dokonało. Jezus nie żyje. Kto by jeszcze zwracał uwagę na takie detale? A jednak na Golgocie wydarzył się mały cud. Pierwszy owoc śmierci Chrystusa. Nie kto inny tylko członkowie Wysokiej Rady: Józef z Arymatei i Nikodem zdjęli ciało Jezusa i pochowali je w nowym grobie. Akurat im zamożność i wysoki status społeczny nie przeszkodziły, chociaż Jezus przestrzegał, że bogatym trudno wejść do królestwa i krytykował religijnych przywódców. A jednak "trudno" nie oznacza "niemożliwe". Dzisiaj łatwo się czyta i słucha tej opowieści o pogrzebie, ale czy rozumiemy, na jaki gest zdobyli się ci bogaci i religijni panowie? Zdumiewające, że gdy apostołowie zwiali i siedzieli w jakiejś kryjówce, Jezus zadbał o swój pochówek. Godny króla. Nigdy nie mówił o tym, żeby Go pogrzebać. Nie martwił się o to, kto zatroszczy się o Jego umęczone i martwe Ciało. Jakoś to będzie. Bóg sam się zatroszczył. I wybrał do tego ludzi, o których zapewne nikt by wcześniej nie pomyślał. To właśnie oni pokazali, jak bardzo cenili Jezusa. Ich uczynek miłosierdzia naprawdę ich kosztował, zarówno materialnie jak i duchowo. Piszą o nim wszyscy ewangeliści. I generalnie ich relacje są bardzo zbliżone. Józef z Arymatei to zamożny i znaczny członek Sanhedrynu, człowiek "sprawiedliwy i dobry" (Łk 23, 50), "który był uczniem Jezusa" (Mt 27, 57), chociaż "ukrytym z obawy przed Żydami" (J 19, 38). Łukasz zaznacza, że Józef nie "przystał na uchwałę Wysokiej Rady i ich postępowanie" (Łk 23, 51). Nie zgadzał się z wyrokiem arcykapłanów, skazujących Jezusa na śmierć. A więc już wtedy sprzeciwił się woli większości. Może popatrzyli na niego spode łba jak na odszczepieńca? On się już tym nie przejmował. Nawiasem mówiąc, można być członkiem jakiegoś gremium i wcale się z nim nie utożsamiać, choć z ważnych powodów trzeba do niego należeć. Józef również powoli dojrzewał do bycia uczniem. Nie stał nim się od razu. Śmierć Jezusa jeszcze bardziej umocniła Józefa, który ofiarował Mistrzowi swój grób i wykazał się aktem niezwykłego męstwa. Zwłaszcza św. Marek podkreśla odwagę Józefa, który "śmiało udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa". (Mk 15, 43). Józef idzie pod prąd, żaden z uczniów nie zdobył się na coś podobnego. Przecież ktoś z otoczenia Piłata łatwo mógł donieść do Sanhedrynu, że wśród nich też jest "zdrajca". Św. Jan Chryzostom trafnie zauważa, że "Józef, który wcześniej się ukrywał, teraz po śmierci Chrystusa odważył się na wielki czyn. Narażał się przecież na śmierć, ściągając na siebie nienawiść przez swą życzliwość względem Jezusa, gdy odważył się prosić o Jego ciało, a ustąpił nie wcześniej, aż osiągnął swój cel". Św. Marek pisze, że Piłat "podarował ciało Jezusa" (Mk 15, 43) Józefowi. Zapewne dla namiestnika był to tylko trup. Ewangelista nieprzypadkowo chyba wtrąca tutaj greckie słowo "doreomai", które w Nowym Testamencie występuje często w odniesieniu do Boga, Na przykład, św. Paweł używa go, gdy pisze o "łasce i darze Boga udzielonym przez Jezusa Chrystusa mocą Jego śmierci" (Por. Rz 5, 15). Wyraża ono akt obdarowania nas przez Boga. To ciekawe, że Ciało Syna jest darem dla Józefa, na dodatek przekazanym przez poganina, który skazał Jezusa. Zarówno Józef jak i Nikodem przyjęli je z wielkim szacunkiem. "Obwiązali w płótna razem z wonnościami" (J 19,40). Czy nie ukrywa się tutaj jakaś aluzja do Eucharystii i naszego obchodzenia się z Ciałem Jezusa, którym dzisiaj jest każdy członek Kościoła? Drugi bohater pogrzebu Jezusa to Nikodem. Nie wiemy, czy rzeczywiście stał się uczniem Chrystusa. Ewangelie milczą na ten temat. Niemniej, w Ewangelii św. Jana pojawia się trzy razy. Zawsze ukazany przychylnie. Najpierw Nikodem przyszedł do Jezusa nocą, by porozmawiać. Później, jako "jeden z nich" ( J 7, 50), czyli członek Wysokiej Rady, stanął w obronie Jezusa, gdy jego koledzy chcieli Go zgładzić: "Czy Prawo nasze potępia człowieka, zanim go wpierw nie przesłucha i zbada, co czyni"? (J 7, 51). Oczywiście, Nikodemowi szybko zamknięto usta. Jego pytanie motywowane było zapewne wcześniejszą rozmową z Jezusem. Sam chciał się spotkać. Poznać. Wtedy inaczej patrzy się na człowieka, nie jak na wroga. Ostatni raz słyszymy o nim już po śmierci Pana. Na pogrzeb Jezusa Nikodem przyniósł 100 funtów mieszaniny mirry i aloesu. Te aromatyczne substancje w naszej jednostce wagi ważyły około 32, 5 kg. To ogromna ilość, znacznie przewyższająca zapotrzebowanie na zabalsamowanie jednego ciała. Dla zwykłego obywatela wystarczało około 5 funtów wonności. Osobie z królewskiego rodu darowano 75 funtów. Jezus został pochowany jak król nad królami. Nie dało się takiej ilości wonności przenieść ukradkiem, żeby nikt nie zauważył. Może trzeba było przywieźć je na grzbiecie muła i z pomocą sług. Jeśli dar Marii z Betanii wart był 300 denarów (rok pracy przeciętnego robotnika), to dar Nikodema opiewał na około 30 tys denarów. Oboje dali tyle, ile mogli. Każdy według swoich możliwości. Ten gest jest niewątpliwie wyrazem hojności i wielkoduszności Nikodema. Niektóre manuskrypty hebrajskie sugerują, że Nikodem idąc z ciałem Jezusa do grobu, płakał. Nie wspomina o tym Ewangelia, więc to przypuszczenie. Może jego łzy to również znak pokuty, że nie udało mu się powstrzymać Sanhedrynu przed skazaniem Jezusa na śmierć? Może żałował, że podczas procesu Jezusa zabrakło mu odwagi? W każdym razie, Jezus został pochowany i zmartwychwstał w grobie swego ucznia. Wcześniej namaszczony przez kobietę w Betanii, po śmierci przez dwóch bogatych mężczyzn, którzy w ten sposób okazali Mu miłość. Czy to nie wspaniały znak? Grób każdego chrześcijanina nie jest miejscem królowania śmierci, chociaż zewnętrznie tak wygląda. To miejsce zwycięstwa. Tam jest już Zmartwychwstały. Podczas swojej Paschy Jezus nie był otoczony samymi wrogami. Miał też przyjaciół: właściciel osiołka, gospodarz domu, gdzie odbyła się Ostatnia Wieczerza, Szymon z Cyreny, Weronika, Salome, matka Kleofasa, Maria Magdalena, Józef z Arymatei, Nikodem, Dobry Łotr. Całkiem pokaźna grupa, a jak łatwo ich wszystkich pominąć. Wystarczy tylko skupić się na złu albo na statystykach. Ziarno Królestwa wzrasta jednak powoli. A tak zupełnie na koniec, Józef z Arymatei jest ogłoszony patronem wszystkich grabarzy. A jego wspomnienie przypada 17 marca. Do niedawna w ogóle o tym nie wiedziałem. Przeczytaj o odważnej kobiecie, która też namaściła Jezusa na Jego pogrzeb Zawija również ciało Jezusa w płótno i składa je w grobie, tocząc kamień przed wejściem do grobu. Świadkami tych wydarzeń są Maria Magdalena i Maria, matka Josesa. Luke 23: 50-56 : Relacja Łukasza podkreśla status Józefa z Arymatei jako dobrego i sprawiedliwego człowieka, który nie zgodził się na plan ukrzyżowania. Kilka tygodni temu archeologowie odsłonili fragmenty grobowca Chrystusa w jerozolimskie bazylice. To pierwsze prace w tym miejscu od ponad 200 lat. I, najpewniej, następnych badań w tym miejscu przez wieki nie będzie. Zespół specjalistów z Narodowego Uniwersytetu Techniki w Atenach na zebranie potrzebnych próbek miał ledwo 60 godzin – prace zaczęły się 26 października, a 28 października przykrywająca półkę grobową marmurowa płyta musiała wrócić na swoje miejsce. To co wywołało prawdziwą sensację to fakt, że po zdjęciu marmurowych płyt z aediculi, kapliczki w centralnym miejscu bazyliki, naukowcy odkryli oryginalną jaskinię, gdzie prawdopodobnie w 30 r. złożono zwłoki Jezusa. We wszystkich doniesieniach zaraz obok słów o „największym”, „najciekawszym”, „najbardziej poruszającym” odkryciu archeologicznym w dziejach chrześcijaństwa pojawiają się zastrzeżenia – „być może” lub „prawdopodobnie”. Słusznie. Wszystko co dotyczy materialnych śladów męki Pańskiej, tych pozostawionych przed dwudziestu wiekami znaków, spowite jest w mroku tajemnicy. Jednak prowadzone właśnie w Jerozolimie badania mogą ów mrok w znacznym stopniu rozjaśnić. Być może uda się nawet znaleźć dowody, które jednoznacznie i wbrew wszelkim sceptykom pokażą, że tam faktycznie został złożony do grobu Nazarejczyk. Gdyby tak się stało byłby to potężny cios zadany racjonalistom i powątpiewaczom – okazałoby się bowiem, że pobożna pamięć chrześcijan potrafiła przez wieki przechować prawdziwą informację o tym, gdzie pochowano Jezusa i gdzie miało dokonać się jego powstanie z martwych. Tym co najpierw zaskoczyło badaczy – jak donosił dziennikarz „National Geographic” Kristin Romey – było odkrycie pod obecną marmurową płytą z XVI wieku, skrywającą wapienną ławkę nagrobną, wcześniejszej płyty, pękniętej, z zaznaczonym krzyżem – prawdopodobnie jest to pozostałość po krzyżowcach. Jeszcze większe zdziwienie wzbudziło to, że tuż pod pękniętą płytą odnaleziono to co najważniejsze – oryginalną powierzchnię ze skały wapiennej, na której zapewne spoczywało ciało Jezusa. – Jestem absolutnie zaskoczony. Aż drżą mi kolana, nie oczekiwałem tego – mówił cytowany przez „National Geographic” archeolog Frederick Hiebert. Zaś kierująca pracami uczona, profesor Antonia Maropoulou stwierdziła: „To jest święta skała, którą czczono przez wieki, ale dopiero teraz można ją zobaczyć”. Naukowcy pobrali też wiele próbek materiału znajdującego się pod marmurowymi płytami – teraz w zaciszu pracowni uniwersyteckich będą mogli szukać tego co najważniejsze: dowodów, że grób Jezusa jest autentyczny. Że to naprawdę to miejsce, gdzie Józef z Arymetei wraz z Nikodemem złożyli ciało Galilejczyka, że to do niego przyszły Maria Magdalena i pozostałe kobiety, że wreszcie, z tych kamieni Jezus powstał już przemieniony. To tam nastąpiło Zmartwychwstanie. To tam pierwotnie było umieszczone płótno skrywające ciało Nazarejczyka, dzisiaj nazywane Całunem Turyńskim. Ale czy na pewno tam? Praca badaczy przypomina postępowanie śledczych. Mają poważne poszlaki, jednak brak im na razie rozstrzygającego dowodu. Jak wiadomo najstarsze opisy pogrzebu Jezusa i samego grobu zostały przekazane przez cztery Ewangelie – świętego Mateusza, Marka, Łukasza i Jana. Na ogół przyjmuje się, że zostały one spisane w okresie między rokiem 65 a 100 I w. po Chrystusie, chociaż nie brak biblistów, którzy twierdzą, że stało się to znacznie wcześniej, w latach 50. i 60 I w. Niezależnie od tego kto ma w tym sporze rację, wszystkie ewangelie zgadzają się z tym, że Jezusa pochowano w grobie skalnym, należącym do Józefa z Arymatei. Był on położony poza granicami Jerozolimy (tę informację potwierdza niezależnie od ewangelii List do Hebrajczyków), blisko miejsca straceń, na terenie ogrodowym. Grób miał należeć do bogatego człowieka, wcześniej nie był wykorzystywany do pochówku, wykuto go w skale, tak, że prowadzący doń otwór mógł zostać zastawiony kamieniem. – Żeby tam wejść trzeba było się schylać, co wskazuje na niski sufit – zauważa profesor archeologii z Oksfordu Martin Biddle (jeden z najbardziej znanych specjalistów badających dzieje Bazyliki Grobu), w swojej, niestety nieopublikowanej po polsku książce z 1999 roku, „Grób Chrystusa”. Zauważa on także, że w środku było dość miejsca dla co najmniej pięciu osób, dwie z nich mogły usiąść. Te przekazy odpowiadają temu, co napisał współczesny ewangelistom autor żydowski, Józef Flawiusz i co odkryli XX-wieczni archeologowie – w latach 40. W I w. po Chrystusie, Jerozolima się rozbudowała, pojawił się kolejny opasujący miasto mur, w obrębie którego znalazły się tak Golgota jak i grobowiec Jezusa. Dlatego tak ważne jest to, co mówi cytowany w tym samym tekście „NG” archeolog Jodi Magness, który wskazuje, że w okolicach Jerozolimy odkopano ponad tysiąc wykutych w skale wapiennych grobów. Wszystkie wyglądały podobnie: w środku kaplicy lub kaplic znajdowały się wykute w ścianach długie nisze przeznaczone na zwłoki. – Jakiekolwiek były źródła opowieści ewangelicznych, ich autorzy dobrze znali tradycję i [żydowskie] obyczaje pogrzebowe – przyznaje w rozmowie z „NG” Magness. To bardzo dużo, ale wciąż są to tylko, powtarzam, poszlaki. Cały problem polega na tym, że pierwsza wzmianka dotycząca grobu Jezusa i jego umiejscowienia pochodzi z początku wieku IV, a konkretnie z pism biskupa Euzebiusza z Cezarei z roku 325, w których opisywał on pielgrzymkę do Jerozolimy cesarzowej Heleny, matki ówczesnego imperatora, Konstantyna. To wtedy właśnie nastąpiło wskazanie konkretnego grobu i od tamtej pory jaskinia przekształciła się w kaplicę, została otoczona rotundą, a następnie przykryta całą bazyliką. Ale co było wcześniej? Nie ma pewności. Nie wiadomo co działo się z grobem w okresie pierwszym, czyli od chwili Zmartwychwstania do wybuchu żydowskiego powstania antyrzymskiego, kiedy to w jego rezultacie spłonęła świątynia, miasto zostało zniszczone, a duża część ludności została deportowana. Według tego samego Euzebiusza, tuż przed wybuchem wojny chrześcijańska wspólnota żydowska uciekła z Jerozolimy do Pelli, w Dolinie Jordanu. Co wtedy działo się z grobem? Czy ktoś się nim opiekował? Podobnie nic nie wiadomo o okresie między rokiem 70 a 131, czyli od czasu upadku Jerozolimy do chwili wybuchu drugiego powstania żydowskiego, tym razem pod wodzą Bar Kochby. Czy po roku 70 chrześcijanie wrócili do Jerozolimy? Jest to bardzo prawdopodobne – o tym, że w mieście musieli mieszkać Żydzi, również chrześcijanie – świadczy sam wybuch powstania i walka z Rzymianami w Judei. Jeśli wrócili po krótkiej przerwie wojny 66-70 to skąd wiedzieli gdzie znajduje się święty grób? A może jednak jakaś grupa żydowskich chrześcijan przeżyła w oblężonej i podbitej Jerozolimie? Pisząc na początku IV wieku Euzebiusz twierdzi, że po tym jak w roku 135 rzymski cesarz Hadrian ostatecznie pokonał powstańców postanowił zbudować na miejscu zbuntowanej Jerozolimy nowe rzymskie miasto Aelia Capitolina. W nim to kazał też wybudować na miejscu grobowca Chrystusa świątynię Wenus. Chodziło o to, by zniechęcić przybywających do miasta chrześcijan i jednocześnie zbezcześcić święte dla nich miejsce. Jeśli tak, to znaczy, że Hadrian i jego pełnomocnicy musieli wiedzieć dokładnie, gdzie znajdował się grób. Skąd czerpali wiedzę? Kiedy Euzebiusz pisze o odkryciu grobu przez cesarzową Helenę wspomina, że odnaleziona jaskinia była „czcigodną i przenajświętszą pamiątką (martyrion, dosłownie dowodem) zmartwychwstania naszego Zbawiciela”. Jednak, komentuje ten tekst Biddle, „nie podaje on żadnych przyczyn dla swego przekonania”. Proste pytanie brzmi: dlaczego spośród setek podobnych grobów akurat ten właśnie został zidentyfikowany przez Helenę i współczesnych jej biskupów jako grób Jezusa? W samej bazylice podobnych grobów odkryto kilka, dlaczego właśnie ten jeden na początku IV wieku jerozolimscy chrześcijanie wskazali cesarzowej? Biddle wysunął niezwykle ciekawą hipotezę: „W okresie od ukrzyżowania do 135 roku prawdopodobnie do grobu był wolny dostęp i mógł on zostać – najpewniej przed rokiem 70 – w jakiejś formie oznaczony, być może służyło temu wyryte lub pomalowane graffiti, które w 325-326 roku dało się odczytać i dzięki temu dokonujący wtedy identyfikacji grobu (…) nie mieli żadnych wątpliwości”. Nic dziwnego, że ten sam naukowiec, komentując teraz, po 17 latach od wydania swojej książki badania greckich archeologów, mówi: „Powierzchnia skały musi zostać zbadana z największą możliwą uwagą pod kątem odkrycia śladów graffiti (…) Kwestia graffiti jest absolutnie kluczowa. Wiemy, że jest co najmniej sześć innych wykutych w skale grobów znajdujących się pod podłogą bazyliki. Więc dlaczego biskup Euzebiusz zidentyfikował ten grób jako grób Chrystusa? Nie powiedział nam i nie wiemy. Nie sądzę, żeby Euzebiusz się pomylił – był on bardzo uważnym badaczem – więc prawdopodobnie istnieje gdzieś dowód. Tylko trzeba go znaleźć”. Jeśli taki dowód się znajdzie, a jesteśmy dosłownie o krok od niego, będzie to także poważny argument na rzecz siły i wiarygodności całej chrześcijańskiej tradycji. © ℗ Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy. Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych. Co mówi się o grobie Jezusa? Święty Grób to miejsce w Jerozolimie uważane przez kilka religii, w tym główne kościoły chrześcijańskie, miejsce, w którym został pochowany Jezus ponad 2.000 lat temu.MODLITWA ZNALEZIONA W GROBIE PANA JEZUSA. Tą modlitwę znaleziono przy Grobie Pańskim. Dzięki niej można powierzyć całe swoje życie Zbawicielowi. O najsłodszy Panie Jezu oddaję się Tobie dnia dzisiejszego i na zawsze, a osobiście w godzinę śmierci mojej. Odwołuję się do nieskończonej dobroci Twojej. Rany Twoje najświętsze
- ቧθныпсխ ቅоγиր
- Իኺሪዢесрաпθ дαշα υφа
- Δ ቡድигիբևх աψէйիռеኸо дωпαրоբ
- Φес крεлувсуሔ еዊαኚ
- Էμ иռυстаሣጃвι φዌ
ShutterstockShutterstock1/7 Całun TuryńskiNajsłynniejszą relikwią związaną z męką i zmartwychwstaniem Jezusa jest Całun Turyński. To płótno, w które miało być owinięte ciało Chrystusa po zdjęciu z krzyża i złożeniu do grobu. Pierwsza wzmianka o nim pojawia się jeszcze w Ewangeliach. W niedzielę zmartwychwstania w grobie Jezusa pozostały jedynie płótna i chusty, brakowało ciała. Od tamtego czasu historia całunu mogłaby stanowić kanwę filmu sensacyjnego. Relikwia przechodziła z rąk do rąk, na lata znikała, aby nagle pojawić się w zupełnie innej części świata. Płótna o mało nie strawił pożar. W końcu w XVI wieku całun ostatecznie trafia do Turynu, gdzie przechowywany jest do dziś. To jednak nie koniec kontrowersji. Po sfotografowaniu całunu okazało się, że wizerunek jest fotograficznym pozytywem. W negatywie dostrzeżono udręczoną twarz. Od niemal stu lat wokół całunu trwa nieustanny spór. Przebadano go na każdy sposób, powstała nawet nauka zajmująca się tylko tą relikwią - syndologia. Istnieje ogromna ilość przekonujących dowodów świadczących o autentyczności całunu. Współczesna nauka nie potrafi jednak z całą pewnością odpowiedzieć ani w jaki sposób powstał całun, ani czy jest on autentycznym płótnem pogrzebowym Morante / PAP2/7 Sundarion z Oviedo - chusta z grobuCałun Turyński to nie jedyna płótno pogrzebowe Jezusa. W grobie jego twarz przykryta byłą chustą, o której wspominają Ewangelie. Relikwia ok. VII wieku została przeniesiona z Jerozolimy do Hiszpanii, gdzie znajduje się do dziś. Badania naukowców wykorzystujących metodę datowania radiowęglowego są rozbieżne. Większość jednak wskazuje właśnie VI-VII wiek na datę powstania tkaniny. Nie zmienia to faktu, że liczni entuzjaści dostrzegają liczne podobieństwa do Całunu Turyńskiego. Na chuście znaleziono ślady krwi tej samej grupy, co na całunie. Co ciekawe grupa krwi AB występuje u ok. 5 proc. populacji i jest powszechna właśnie u mieszkańców Bliskiego Wschodu. Materiały OnetDB3/7 Całun z Manopello - tajemnica tkaniny, która nie przyjmuje farbWykonana z bisioru tkanina z wizerunkiem męskiej twarzy przechowywana jest w Manopello we Włoszech. Jest utożsamiana z chustą, którą św. Weronika otarła Jezusowi twarz podczas drogi krzyżowej. Pierwsze wzmianki o istnieniu tej relikwii pochodzą z VI wieku. Wielu badaczy i ekspertów twierdzi, że wizerunek z Manopello i wizerunek z Całunu Turyńskiego to odbicie tej samej osoby. Zgadzać się mają zarówno charakterystyczne cechy twarzy, jak i układ ran. Widoczne różnice wynikają jedynie z tego, że Weronika otrzymała odbicie twarzy żyjącego Jezusa - stąd otwarte oczy. Co ciekawe naukowcy nie są w stanie określić sposobu powstania relikwii. Chusta wykonana jest z bisioru - najdroższej tkaniny starożytności, niezwykle lekkiej i wytwarzanej z wydzieliny małż. Jedną z niezwykłych cech tkaniny jest to, że nie da się na niej malować, ponieważ nie przyjmuje ona żadnych pigmentów. 4/7 Tunika Jezusa, o którą rzucano losEwangelie wspominają tkaną w całości szatę Jezusa, o którą żołnierze "rzucali los". Według tradycji także ta relikwia dotrwała do naszych czasów i przechowywana jest w miejscowości Argenteuil we Francji. Pierwsza historyczna wzmianka o szacie pojawia się jeszcze w VI wieku, potem Karol Wielki przywozi ją do Francji. Na kilkaset lat ginie z kart historii, zamurowana w ścianie klasztoru w obawie przed najazdami Normanów. Została "odkryta" po raz drugi w 1156 roku. Naukowcy odnaleźli na niej ślady krwi grupy AB. Wielu twierdzi, że ślady po ranach na plecach pokrywają się z tymi, które znaleźć można na Całunie Turyńskim. Monkpress / East News5/7 Gwóźdź z krzyża przechowywany na WaweluŚwięta Helena w studni niedaleko Golgoty odnalazła także gwoździe, które zostały użyte do ukrzyżowania Jezusa. Żydowskie prawo dotyczące rytualnej nieczystości związanej z krwią nie pozwalało na ponowne użycie tych samych narzędzi przy wykonywaniu kolejnych wyroków. Obecnie według naukowców na świecie znajdują się... 33 gwoździe z krzyża Jezusa. Jeden jest nawet przechowywany w Krakowie i pokazywany raz do roku w Wielki Piątek. Relikwię miał do Polski przywieźć król Władysław Jagiełło, który otrzymał ją od papieża Marcina V. Według kościoła krakowski gwóźdź jest jedynie kopią, w której znajduje się niewielka cząstka z prawdziwej relikwii przechowywanej w Rzymie. Naukowcy nie mają pewności co do autentyczności rzymskiego gwoździa. Z pewnością ma on rodowód starożytny, pochodzi z kręgu kultury rzymskiej. Nie posiada również "główki", która miała odpaść podczas zdejmowania Jezusa z krzyża. Jednak pewnych dowodów Małecki / Agencja 6/7 Relikwie Krzyża ŚwiętegoJeden z polskich regionów swoją nazwę bierze właśnie od relikwii. W klasztorze na Świętym Krzyżu w Górach Świętokrzyskich od 1306 roku znajduje się fragment drzewa, na którym miał umrzeć Jezus. Historia tej relikwii zaczyna się 300 lat po ukrzyżowaniu Jezusa. W tamtym czasie do Jerozolimy przybyła matka cesarza rzymskiego Konstantyna, cesarzowa Helena, późniejsza święta. Chciała przeprowadzić wykopaliska w pobliżu miejsca ukrzyżowania Jezusa Chrystusa. Stąd w historii nazywa się ją pierwszą "archeolożką". Było to możliwe z powodu żydowskich wierzeń, które uznawały przedmioty zakrwawione za rytualnie nieczyste. Dlatego nie można było użyć ich ponownie, a po każdym ukrzyżowaniu gwoździe oraz krzyże wrzucano do dołów i zasypywano. W jednej z podobnych studni, niedaleko Golgoty Helena miała odnaleźć trzy drewniane krzyże, na jednym z nich znajdowała się tabliczka opisana w Ewangeliach, z zapisaną "zbrodnią" Jezusa. To właśnie dzięki temu św. Helena zdołała zidentyfikować relikwię. Krzyż został następnie podzielony na trzy części i wysłany w różne strony imperium. Z czasem od większych fragmentów odrywano mniejsze i stąd po świecie rozsianych jest wiele podobnych relikwii. Znajdują się Paryżu, Rzymie i Brukseli. Ale także, o czym niewielu wie, w kościołach w Opolu i Katowicach. Autentyczności relikwii nie da się zweryfikować współcześnie dostępnymi metodami naukowymi. East News7/7 Relikwia korony cierniowej z katedry Notre-Dame w ParyżuTo prawdziwy cud, że w wyniku targicznego pożaru, który strawił katedrę Notre-Dame, nie ucierpiał jeden z jej największych skarbów - relikwia korony cierniowej. Jezus miał ją na głowie w chwili ukrzyżowania. Pierwsze świadectwa o relikwii pochodzą z V wieku z Jerozolimy. Stamtąd miała ona trafić do Bizancjum. W końcu cesarz oddał ją królowi Francji Ludwikowi IX za zawrotną sumę 135 tys. liwrów. Naukowcy badający relikwię stwierdzili, że faktycznie może ona być koroną, którą miał na głowie Chrystus. Roślina, z której ją upleciono, występuje we wschodnich rejonach Morza Śródziemnego. Gorzej z relikwiami cierni, których w samej Europie było kilkadziesiąt. Ich autentyczność budzi duże wątpliwości. Data utworzenia: 15 kwietnia 2022, 06:00Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie znajdziecie tutaj.Kobiety przy pustym grobie. Grupa znaków oznajmiających Zmartwychwstanie Jezusa jest znana wielu osobom wierzącym. Zaliczyć do niej możemy rany Chrystusa, które objawił uczniom podczas swojej wizyty w Wieczerniku (J 20,24-29). Ciało Jezusa miało cechy ciała uwielbionego, o czym przyjdzie jeszcze mi pisać przy innej okazji. Z książki Pawła Lisickiego Kto zabił Jezusa? Prawda i interpretacje (Wydawnictwo m, Kraków 2013, s. 366- 370): Zwłoki skazańca i pochówek Śmierć Jezusa nie była jednak, a raczej nie musiała jeszcze być, końcem kary. „Koniec życia skazańca nie oznaczał w starożytności końca kary. Prawo rzymskie znało jeszcze karę dodatkową do egzekucji: utratę czci. Wydanie ciała skazańca do pochówku mogło nastąpić tylko na drodze administracyjnego aktu łaski, który zależał od chęci właściwej władzy” – pisał Blinzler (s. 282). Rzymski prawnik Ulpian pisze, że w jego czasach, czyli pod rządami Septymiusza Sewera, skazańców wolno było grzebać tylko wtedy, gdy o specjalnie poproszono i uzyskano na to zgodę. W stosunku do skazanych za zbrodnię obrazy majestatu władze zwykle takiego zezwolenia nie udzielały. Kierowały się zasadą poena etami post mortem manet, czyli kara trwa dłużej niż śmierć. I tak na przykład ciała ukrzyżowanych chrześcijan z Lyonu zostały wystawione na widok publiczny przez sześć dni, a potem spalone, tak żeby prochy można było wrzucić do Renu. Jezus został skazany i stracony w skutek odrębnego procesu rzymskiego za obrazę majestatu. Zatem zgoda Piłata na wydanie Jego zwłok Józefowi z Arymatei była dowodem szczególnej życzliwości – sądzi Blinzler. Byłby to kolejny znak, że Piłat nie traktował poważnie roszczeń do tronu Jezusa. Tylko jeśli jest prawdą, że Piłat nie widział w Jezusie autentycznego przestępcy politycznego, a wyrok śmierci wydał niechętnie, da się zrozumieć, że zgodził się na prośbę na wydanie zwłok bez spełnienia żadnych warunków. Tym bardziej, że prefekt wydał ciało komuś, kto nie był członkiem rodziny skazańca. Inne zdania jest choćby Brown, który uważa, że tym, co mogło dać Józefowi odwagę, by zwrócić się z prośbą do Piłata, była jego przynależność do Wysokiej Rady oraz fakt, że sam był wśród oskarżycieli Jezusa. Wówczas dokonany przez Józefa pochówek nie byłby oznaką szczególnej czci wobec Jezusa, jak pokazali to ewangeliści, ale zwykłym w takich wypadkach postępowaniem członków Sanhedrynu. Dbali po prostu o to, żeby wszystko odbyło się zgodnie z Prawem, nic więcej. Podobnie zdaje się uważać Evans, według Sanhedryn wydał Jezusa Piłatowi, to jego przedstawiciel zwyczajnie zwrócił się o ciało, żeby pochować je zgodnie z obyczajami. Wcześniej napisałem dlaczego takie rozwiązanie uważam za mało prawdopodobne. Józef równie dobrze mógł poprosić o zwłoki po prostu dlatego, że zależało mu na uczczeniu Galilejczyka, bo był Jego sekretnym uczniem. Ewangeliści wskazują, że pogrzeb odbył się w pośpiechu i że nie zachowano zwykłych reguł obrządku. Marek, zauważył Blinzler, pisząc o tym, że Józef owinął ciało płótnem (Mk 15,46), podkreśla ten pospieszny charakter pogrzebu i używa greckiego słowa eneileo – wcisnąć, wpakować, wepchnąć. Mateusz, Łukasz łagodzą wrażenie braku czci wobec zwłok i wprowadzają słowo entylisso – owinąć. Ewangeliści nie wspominają o obmyciu zwłok wodą, co jest kolejnym znakiem pośpiechu. Chodziło o to, jak wszyscy potwierdzają, żeby ciało spoczęło w grobie przed zmrokiem. Każdy Żyd chciał być pochowany w „grobie ojców”, czyli w grobowcu rodzinnym. Gdzie spoczęło ciało Jezusa? Według Evansa Jezusa pochowano zgodnie z regułami Miszny, czyli w jednym z grobowców lub krypt przeznaczonych dla przestępców. Jego zdaniem Jezus, jako skazany przez Sanhedryn, nie mógł liczyć na pochówek w osobnym grobie. Zgodnie z Miszną dla takich jak on przygotowywano dwa publiczne miejsca pochówku, Jedno dla ukamienowanych i spalonych, drugie dla ściętych i uduszonych. Grzesznicy nie powinni spoczywać obok pobożnych, aby nie naruszać godności tych ostatnich – mówiła tradycja. To, że Ewangelie mówią o osobnym grobie wynika z motywów apologetycznych. „Lecz mimo wszystkich usiłowań ewangeliści nie mogą ukrywać wstydliwej śmieci Jezusa jako przestępcy i prawnych reguł jego pochówku w miejscu honorowym” – pisze Evans (s. 136). To wątpliwy wniosek. Dlaczego ewangeliści, którzy z wyjątkową dokładnością przedstawili bicie, wyszydzanie i poniżenie Jezusa, mieliby wzbraniać się przez przyznaniem, że został pochowany z innymi grzesznikami? Tym bardziej, że w tej sprawie akurat łatwo mogli się odwołać do właściwego fragmentu Pisma. „Pochowano Go wśród złoczyńców” – ten werset proroka Izajasza (Iz 53,9) idealnie tłumaczyłyby umieszczenie zwłok Jezusa w publicznym grobowcu. Ewangeliści nie wahają się przecież pokazać, że ich Mistrza ukrzyżowano razem z innymi przestępcami, dlaczego więc taką trudność miałoby im sprawić pochowanie Go obok nich? Zamiar apologetyczny polegał na tym, żeby wykazać, że bliscy Jezusa wiedzieli, gdzie spoczęło Jego ciało. Było to ważne dla uzasadnienia wiary w Zmartwychwstanie, która zakłada, że zostały ożywione te same zwłoki, które zdjęto martwe z krzyża. By tego dowieść, by pokazać, że ci sami świadkowie widzieli śmierć, złożenie do grobu, a następnie opustoszały grób, nie trzeba było jednak wymyślać osobnego grobu i honorowego pogrzebu. Kości ukrzyżowanego Yehonana – zauważył Brown – znalezione w pochodzącym z I w. miejscu pochówku w Giv’atha-Mivtar w 1968 r., znajdowały się w ossuarium przylegającym do tego samego ossuarium Szymona, budowniczego świątyni. Wynika z tego, że honorowy drugi pogrzeb ukrzyżowanego nie był tak późną praktyką jak kiedyś uważano (s. 1210). Nie wiadomo zresztą, czy w już w czasach Piłata dwa wspomniane przez Misznę dwa publiczne groby istniały, ani też na ile ściśle przestrzegano zakazu chowania grzeszników obok sprawiedliwych. Po roku zwłoki skazańca ostatecznie spoczęły w grobie rodzinnym. Wynika tego jeszcze jedno: nawet jeśli Yehonan pierwotnie został pochowany w publiczny grobowcu, jego krewni musieli być wstanie rozpoznać miejsce, gdzie spoczęły zwłoki, tak by następnie przenieść jego kości. Nawet skazaniec po śmierci nie tracił swej tożsamości. „ Ponowny pochówek kości Yehonana, mężczyzny, który także został ukrzyżowany za rządów Poncjusza Piłata pokazuje, że Żydzi wiedzieli, jak zaznaczyć i pamiętać miejsce pierwszego pochówku” – słusznie pisze Evans (s. 137). Tym bardziej trudno zrozumieć dlaczego, skoro umieszczenie zwłok w publicznym grobowcu nie przeszkadzało w identyfikacji, ewangeliści mieliby upiększać pochówek Jezusa. Dlatego wbrew sugestii Evansa można zakładać, że pochówek, mimo pośpiechu, przebiegł godnie, choć skromnie, a Piłat wydał zwłoki Józefowi, gdyż chciał mu szczególną łaskę. Byłby to ślad wyrzutów sumienia? Pochówek miał miejsce w północnej części Jerozolimy, gdzie znajdował się wspomniany przez św. Jana ogród. „Wątpliwości co do raportu na temat złożenia do grobu są nieuzasadnione, przyjęcie, że zwłoki Jezusa zostały wrzucone do masowego grobu, nie ma żadnego oparcia w źródłach” – stwierdzają Henkel i Schwemer (s. 621). Jeden Mateusz wspomina, że jeszcze następnego dnia po egzekucji arcykapłani i faryzeusze zebrali się u Piłata i poprosili o postawienie przed grobem straży oraz o opieczętowanie kamienia. „Panie – mieli mówić do prefekta – przypomnieliśmy sobie, że jeszcze za życia ten oszust powiedział: Po trzech dniach zmartwychwstanę (Mt 27,62-66). Piłat odpowiedział: „Weźcie straż, zabezpieczcie grób, jak tylko potraficie”, co oni zrobili. Nie jest jasne czy chodziło o straż rzymską, daną przez Piłata, czy o straż świątynną, na której urzycie Piłat wyraził zgodę. Autentyczność tego fragmentu odrzuca wielu krytyków, którzy zwracają uwagę na to, że pojawia się ono tylko u Mateusza. Inne zarzuty przeciw historyczności tej sceny przytoczył Brown (s. 1291). Według niego nie sposób uwierzyć, że arcykapłai i faryzeusze mieliby nie tylko znać przepowiednie Jezusa, ale także rozumieć, że odnosiły się one do Jego zmartwychwstania. Nie jest to jednak wcale aż tak oczywiste. Nawet jeśli władze żydowskie nie obawiały się zmartwychwstania, Jezus uchodził za cudotwórcę, egzorcystę, kogoś, kto być może potrafił wskrzeszać zmarłych. Dowodzę tego choćby szyderstwa spod krzyża i nawoływanie, by z niego zszedł. To zaś musiało zakładać wiedzę o jego nadzwyczajnych zdolnościach. Dlaczego zatem arcykapłani nie mieliby się zabezpieczyć? Tym bardziej, że mogli uważać Jezusa za czarownika, który wszedł w porozumienie z mocami nieczystymi i być może przekazał odpowiednie formuły magiczne swoim uczniom. Żeby poprosić o opieczętowanie grobu i postawienie przed nim straży, arcykapłani wcale nie musieli znać późniejszej wiary chrześcijańskiej, wystarczyło, że wiedzieli o wskrzeszeniu Łazarza, młodzieńca z Nain czy córki Jaira. Albo nawet, że coś o tym słyszeli. Innym motywem działania arcykapłanów i faryzeuszy mogła być obawa, czy uczniowie Jezusa nie będą próbowali odprawić przy jego grobie publicznej żałoby – Jezusowi jako skazańcowi prawo do tego nie przysługiwało. Drugim głównym argumentem Browna przeciw prawdziwości tej sceny było to, że gdyby przed grobem Jezusa faktycznie postawiono straż, nie mogły by się tam pojawić kobiety. „Z pewnością ewangeliści musieliby wyjaśnić w jaki sposób kobiety mogły mieć nadzieję wejść do grobu, jeśli umieszczono tam straż mającą chronić przed wejściem” (s. 1351). Ten zarzut z kolei nie bierze pod uwagę, że idąc do grobu, kobiety wcale nie musiały nic wiedzieć o straży. Pojawia się ona przecież już po pochówku Jezusa, gdy odeszły, będąc pewne, że ciało spokojnie spoczywa w grobie. Tak jak w wielu innych przypadkach nie da się dowieść, że Mateusz napisał prawdę, można wszakże wykazać, że zarzuty pod jego adresem są niewystarczające. Oba procesy zatem – żydowski przed Sanhedrynem i rzymski przed prefektem – zakończyły się tak samo. Ten pierwszy sformułowaniem oskarżenia, które miało doprowadzić do stracenia Galilejczyka, ten drugi – faktycznym wyrokiem skazującym. Wydawało się, że sprawa bluźniercy i buntownika raz na zawsze została załatwiona. Jego ciało spoczęło w nowym grobowcu. Niezależnie od tego, czy strażnicy czuwali przy Nim, czy też nie, wydawało się, że Jezus z Nazaretu zasnął snem wiecznym. Arcykapłani, starci i uczeni w Piśmie, mogli oddać się świętowaniu Paschy w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Usunęli zło spośród Izraela, uchronili lud od gniewu Boga, nie pozwoli na to, by samozwańczy mesjasz wywołał zamieszki, wzburzenie, niepokoje. Podobnie Piłat po zakończeniu nużącego dnia, kiedy już wydał wyrok i usłyszał, że skazańcy wyzionęli ducha, mógł w spokoju oddać się innym zajęciom. Wiedział, że wkrótce wyruszy do Cezarei Nadmorskiej i opuści niewdzięczne, wrogie miasto. W przeciwieństwie do arcykapłanów nie miał pewnie całkiem spokojnego sumienia, ostatecznie nie udało mu się postawić na swoim. To Żydzi zagrali mu na nosie, dopięli swego. Ale w końcu nie było to wielkie zmartwienie. Jeden samozwańczy król więcej czy mniej nie był problemem. Piłat wiedział, że na pewno nadarzy się okazja, by się odegrać. Zresztą nie był w złej sytuacji, nawiązał znowu dobre stosunki z Herodem Antypasem, nie groziły mu więc kolejne donosy do Rzymu. Poza tym prefekt mógł myśleć, że awantura z Kajfaszem zmusiła władze żydowskie do kolejnego potwierdzenia lojalności wobec Imperium. Nie było tego złego, co by na dobre nie wyszło. Nikt nie mógł się spodziewać, że kobiety należące do grupy uczniów Jezusa pójdą po szabacie do grobu, będzie on pusty. Że to, co wydawało się nieodwołalnie zakończone, dopiero teraz naprawdę zacznie. 3 tys. 13 kwi 2017. Modlitwa do Pana Jezusa odnaleziona w Jego grobie. Modlitwa do Pana Jezusa: (Jest to wyjątek z książki „Męka Pańska”) O najsłodszy Panie Jezu oddaje się Tobie dnia dzisiejszego i na zawsze, a osobliwie …. Więcej. Polub Udostępnij. Przetłumacz. Więcej. Portale społecznościowe.