Łowienie karpi w rzekach staje się coraz bardziej popularne. Nad rzeką spotkamy coraz więcej karpiarzy, którzy odnoszą sukcesy. W rzekach występują ładne okazy zarówno karpi jak i amurów oraz innych gatunków ryb. Wybierając się nad swoją pierwszą zasiadkę karpiową nad rzekę samo nasuwa się pytanie. Jak łowić karpie w rzece ? Wiadomo że łowienie karpi w rzece całkowicie różni się od łowienia karpi na wodach stojących. Łowienie ryb w rzece takiej jak:Bug,Warta,Wieprz czy też Odra nie należy do najprostszych zadań. Jednak mam nadzieję że poniższy artykuł znacznie Wam to ułatwi. GDZIE SZUKAĆ KARPIA W RZECE? Książkowe miejsce rzecznych karpi to łowiska pomiędzy główkami, pokarm niesiony przez prąd rzeki zatrzymuje się właśnie w takich miejscach. Łowiąc w tzw “klatkach” mamy bardzo duże szanse na zmierzenie się w wielkimi osobnikami cyprianów. Warto też szukać karpi w rzecznych odcinkach tam gdzie nurt jest wolniejszy lub woda jest stojąca. Są to najczęściej okolice tam. Karpie występują także w okolicach zwalonych drzew, podwodnych zawad oraz przy przybrzeżnych krzakach, które daleko wchodzą w wodę. Ciekawe miejsca to także dopływy mniejszych rzek, gdzie woda jest dobrze natleniona i karpie szukają pożywienia. Łowiąc w jednym z opisanych miejsc nasze szanse na złowienie karpia są bardzo duże. JAK NĘCIĆ? Łowienie karpi na rzece jak i również nęcenie karpi nie jest najprostszym zadaniem. Nęcenie w rzece jest bardzo trudne, musimy wybrać takie miejsca, gdzie nasza zanęta nie będzie spływała razem z prądem. Ważne jest także aby nęcić dużo i systematycznie, ponieważ oprócz karpi i amurów będziemy mieli do czynienia z innymi gatunkami ryb, które będą wyjadały naszą zanętę z łowiska. Dziennie należy nęcić ok 20 kg ziaren oraz 5 kg kulek proteinowych lub pelletu. Aby mieć jakieś osiągi na rzecze należy nęcić nasze łowisko systematycznie i regularnie przez minimum tydzień. Używamy dużą ilość zanęty, ponieważ aby znęcić rybę w rzece musimy używać tak wiele zanęty, w przeciwieństwie do zbiorników zaporowych rzeki mają ogromną długość poprzez co nęcenie jest o wiele trudniejsze. Przed nęceniem należy sprawdzić prąd wody. Możemy sprawdzić uciąg wody w bardzo łatwy sposobów a mianowicie rzucić garść zanęty w nasze łowisko i obserwować jak szybko prąd ją zniesie. Nęcąc w rzecze bardzo istotną rzeczą jest głębokość naszego łowiska, ponieważ im nasze łowisko jest głębsze tym dalej zniesie naszą zanętę. SPRZĘT Łowiąc w rzekach musimy użyć przede wszystkim bardziej wytrzymałą żyłkę niż na zbiornikach zaporowych, ponieważ rzeka ma przed nami bardzo wiele tajemnic np. bardzo wiele zawad takich jak zatopione drzewa lub korzenie. Powinniśmy użyć żyłki minimum 0,35 mm która jest odporna na przetarcia. Radzę aby łowiąc w rzekach nie używać plecionek, ponieważ prąd łatwo ściągnie nam plecionkę oraz będą się do niej czepiały różnego rodzaju “śmieci”, które płyną najczęściej są to gałązki drzew oraz wszelkiego rodzaju trawy. Jeżeli chodzi o ciężarki to oczywiście muszą być spłaszczone, które będą stawiały jak najmniejszy opór płynącej wodzie. Ciężarki do łowienia w rzekach powinny mieć minimum 150 g. Czas wybrać odpowiedni przypon, któremu powinniśmy poświecić najwięcej uwagi, ponieważ źle wykonany przypon będzie nam się plątał poprzez uciąg wody. Polecam używać stiff rigów i przyponów wykonanych z plecionki w otulinie. Tak dobrany przypon nie będzie nam się plątał oraz będzie idealnie przylegał do dna. Materiały na przypon powinny myć szybko tonące, odradzam używania plecionek wolno tonących , ponieważ zanim całkowicie się zatopią to zostaną sciągnięte przez prąd. Wędki powinniśmy ustawić prawie w pionie tak aby żyłka miała styczność z wodą dopiero tam gdzie nasz zestaw wchodzi do wody. Takie ustawienie wędek zapobiega ściągnięciu naszego zestawu, ponieważ nie stanowi tak dużego oporu jak w przypadku ustawienia wędek tak jak na zbiornikach zaporowych, że żyłka leży na powierzchni wody. USTAWIENIE ZESTAWU Zestaw kładziemy w opisanych miejscach, które także pokazałem na rysunku. Należy pamiętać o tym aby zestawu nigdy nie kłaść w miejsce nęcenia a 2-3 metry za nim, ponieważ karpie zazwyczaj podążają pod temu, gdy karpie znajdą nasze łowisko to najpierw posmakują się naszą przynęto na włosie a dopiero potem zjedzą resztę smakołyków. W rzece należy używać tylko wyłącznie kulek tonących, ponieważ zachowanie kulek pływających mogło by odstraszyć karpie, gdyż zachowywały by się nie naturalnie. Podsumowując,łowienie karpi w rzece nie należy do najłatwiejszych, jednak mam nadzieję że po przeczytaniu powyższego artykułu znacznie poszerzyliście swoją wiedzę.
- Щεбቯχаσосн ሌ οла
- Роሜисв атрувեхув ро
W zasadzie połowom sandaczy w rzece towarzyszą dwojakie okoliczności. Pierwsza: kiedy żerują. Druga: kiedy są mało aktywne i przebywają w swoich „domach”, jak się to określa w wędkarskiej gwarze. Dla nas ważne jest to, że w obu tych sytuacjach sandacze są do złowienia. Każda ryba drapieżna zajmuje stanowiska w pobliżu miejsc, w których przebywają ryby spokojnego żeru. Chcąc więc zapolować na drapieżnika, trzeba patrzeć, gdzie pływają małe rybki. Takie miejsca łatwo znaleźć, bo drobiazg zawsze jest przy płyciznach albo tuż pod powierzchnią. Czasem jednak, zwłaszcza podczas wiatru i deszczu, gołym okiem małych rybek wypatrzyć nie można. Ale to nie znaczy, że jesteśmy na straconej pozycji. Każda znajdująca się w wodzie przeszkoda: opaska, główka, zapora albo jakikolwiek inny próg wodny, oznacza spowolnienie nurtu. Właśnie takie miejsca wybierają małe rybki w rzekach uregulowanych. Podobnie zachowują się w rzekach z brzegami naturalnymi. Tam jednak nie tworzą wielkich skupisk, lecz w małych grupkach stoją w pobliżu podwodnych przeszkód, takich jak np. zatopione kłody, i wśród korzeni nadbrzeżnych drzew. Zawsze są za podwodnymi wymiałami. Nawet zatopione gałązki nadbrzeżnych krzaków stanowią dla nich doskonałe schronienie. Przez całe lato rybki żyją w rozproszeniu. Dopiero na początku jesieni zbijają się w liczne gromady. Dlatego łatwiej wtedy znaleźć drapieżniki, a także precyzyjnie dobrać przynętę i sposób łowienia (bo przecież wiemy, co jest akurat ich pokarmem: właśnie owe drobne rybki). Kluczową rolę podczas łowienia sandaczy w rzece odgrywa kij. Choć żyłkę prawie zawsze mamy napiętą, bo napiera na nią prąd wody, to jednak kij powinien być sztywny. Dzięki temu łatwiej nam będzie zacinać i uwalniać przynęty z zaczepów. Gdzie bowiem są ryby, tam są i zaczepy. W rzece jest ich bez liku, nie należy ich jednak omijać. Przeciwnie, trzeba się pchać w jak najgęstsze podwodne chaszcze. Wprawdzie trochę przynęt stracimy, ale z wielu zaczepów można je łatwo wydostać. Dysponując sztywnym kijem szybko się nauczymy rozróżniać, czy to bierze ryba, czy dżig grzęźnie w zaczepie. Pomoże nam w tym również dobra linka, bo po niej popłynie do wędziska precyzyjna informacja w postaci drgań. Wiedząc, że to nie branie, lecz zaczep, nie będziemy zacinać, więc dżig głęboko nie ugrzęźnie. Nie szarpmy wtedy linki z dziką siłą, tylko wypuśćmy kilka metrów z biegiem rzeki. Kiedy uznamy, że luz jest już wystarczająco duży, zamknijmy kabłąk w kołowrotku i wykonajmy kijem ruch, który by przypominał dynamiczne zacięcie. Jeżeli za pierwszym razem dżig się nie uwolni, powtórzmy tę operację kilkakrotnie. Na urwanie przynęty zawsze będzie czas. Kij musi być dobry, linka też, natomiast z dżigami nie ma co przesadzać. Jeżeli w łowisku jest wiele zaczepów, straty będą znaczne. Dlatego wybierajmy dżigi najprostszej budowy, kulkowe, bo są najtańsze i powszechnie dostępne. Można je pomalować proszkowymi farbami, co też wychodzi tanio. Wielu wędkarzy koloru dżigów nie docenia, tymczasem ma on duży wpływ na liczbę brań, a czasem decyduje o tym, czy ryba się w ogóle naszą przynętą zainteresuje. Dlatego każdy spiningista powinien mieć przy sobie kilka kolorów farb proszkowych, które można nakładać na dżigi po ich podgrzaniu gazową zapalniczką. Nie ma też co przesadzać z dekoracją. Drogie gumy zostawmy w domu, a nad wodę zabierzmy najtańsze twistery i rippery oraz flamastry, którymi podbarwimy korpusy przynęt, starając się je upodobnić, zależnie od sytuacji, do okoni lub płotek. Można też zastosować sposób stary, ale zawsze skuteczny, polegający na klejeniu gum. Korpusy jednobarwnych twisterów lub ripperów przecina się w poprzek albo wzdłuż, a potem poszczególne części na nowo łączy, tworząc rozmaite pod względem kolorystycznym kombinacje. Kawałki przynęt można sklejać cyjanopanem albo zgrzewać w płomieniu zapalniczki. ŁowieniePraktyczna rada: zaczynać od lekkiej główki. 7-gramowa główka przy 7-centymetrowym twisterze to na początek najlepsze parametry całej przynęty. Po kilku rzutach się przekonamy, czy i co trzeba w niej zmienić. Ryby drapieżne przez większość dnia przebywają przy dnie i nasza przynęta powinna się tam znajdować jak najdłużej. Jeżeli będzie za lekka i tylko od czasu do czasu uderzy o dno, to pozostanie zbyt długo poza zasięgiem drapieżnika. Trzeba się wtedy zdecydować na cięższego dżiga. Dodajemy mu po dwa gramy tak długo, aż po upadku przynęty na dno linka zwiotczeje, a na szczytówce poczujemy wyraźne „puk”. To pierwszy wariant prowadzenia przynęty. Zwracam uwagę, że łowiąc tym sposobem musimy obserwować wiotczenie linki. Inny wariant to tak silne uderzenie dżiga o dno, że aż poczujemy je na rękojeści. Żeby tak się stało, dżigi muszą być bardzo ciężkie. W miejscu, w którym łowiliśmy dżigiem ważącym 10 g, ten cięższy powinien mieć około 25 gramów. Z tego samego stanowiska można łowić jedną i drugą metodą. Na stanowisko wybieramy takie miejsce, z którego będziemy mogli rzucać przynętę z biegiem nurtu. Tor jej lotu nieznacznie odchylamy w kierunku środka rzeki. Dżig powinien dotknąć dna w chwili, kiedy linka będzie ułożona równolegle do nurtu. Odczekujemy trochę, a potem płynnym ruchem szczytówki podnosimy przynętę jakieś pół metra nad dno i czekamy, aż znów opadnie. W tym czasie szczytówka kija musi patrzeć na wodę, czyli być na godzinie 8. Podciągamy ją do godziny 10 i kij zatrzymujemy. W tym momencie przynęta opada. Czekamy na branie. Jeżeli go nie ma, wybieramy luz linki i ponownie płynnym ruchem podnosimy przynętę. Ułożenie kija względem lustra wody jest bardzo ważne, bo gdy go przeciągniemy poza godzinę 10, nie będziemy mogli skutecznie zaciąć. Skokami prowadzimy również bardzo ciężkie dżigi. Kij trzymamy w takich samych pozycjach, ale nasze ruchy muszą być o wiele szybsze. Trzeba bardziej nerwowo podrywać dżiga z dna, szybciej wybierać luz linki, by dżig jak najkrócej leżał na dnie. Takie prowadzenie pobudza ryby bardzo niemrawe, ale kiedy są one choć trochę aktywne, raczej je przepłoszy niż sprowokuje. Dżigi w rzece są bardzo skuteczne, ale sandacze można też łowić stosując blachy wahadłowe, a nawet wirówki. Wahadłówki są dobre wszędzie, obrotówki tylko tam, gdzie prąd wody jest słaby i spokojny. Wynika to stąd, że obracające się skrzydełko stawia wodzie duży opór. Warto więc mieć przy sobie obrotówki z doczepianymi ołowianymi główkami. Sandacze są w rzekach na całej szerokości, ale najwięcej jest ich przy brzegach, w rynnach i dołach wyrobionych przez nurt. Te rewiry rzeki są najczęściej obławiane i żyjące tutaj ryby naoglądały się już wielu rozmaitych przynęt. Trzeba więc dużego wędkarskiego doświadczenia, żeby do domu nie wracać o kiju. Jednym z najważniejszych czynników, decydujących o sukcesie, jest obserwacja. Wytrawnemu spiningiście nie jest jednak potrzebny widok uciekającej przed drapieżnikiem drobnicy. Szczególną uwagę zwraca on na układ prądów wody. Jak biegnie główny nurt, gdzie powstają wiry, a gdzie prąd wytraca swoją siłę i odkłada przedmioty niesione na powierzchni. Każde z takich miejsc ma inne dno. Pod najszybszym prądem są kamienie. Tam, gdzie prąd spowalnia i na powierzchni widać zawirowania, tworzą się doły, które z jednej strony mają ściany łagodne, a z drugiej bardzo strome. W miejscach, w których rzeka odkłada materię niesioną na powierzchni (prawie zawsze znajdują się one za głębokimi rynnami), tworzą się tzw. wymiały. Na początku są głębokie jak rynna, później coraz płytsze, często wychodzą tuż pod powierzchnię, a kończą się uskokiem, tzw. przykosą. Sandacze nie są ani żarłokami, ani leniuchami. Można je złowić wszędzie, nawet w najsilniejszym prądzie. Niejednego wędkarza zmyliły ataki w płytkich szypotach. Podejrzewał o nie bolenia i bardzo się dziwił, kiedy wyciągał piękną rybę z dużymi jak u psa zębami. Sandacz lubi dno twarde, ale niejeden duży okaz dał się złowić nad kilkumetrową warstwą mułu odkładanego dziesiątkami lat na dnie jakiegoś fragmentu rzeki. Na ogół jednak wybiera miejsca, gdzie prąd wody wytraca swoją siłę. Na powierzchni jest to widoczne jako zawirowanie. Jeżeli obok na brzegu rośnie krzak ze zwisającymi do wody gałęziami, to warto tu się zatrzymać na dłużej. To się opłaca, bo mało gdzie sandacze żyją w pojedynkę. Prawie zawsze tworzą ławice i na polowanie też wyruszają zbiorowo. Żeby na taką ławicę trafić, trzeba mieć trochę wędkarskiego szczęścia albo codziennie, przez kilka miesięcy, przebywać nad rzeką i obserwować zachowanie ryb. Najczęściej przyjdzie nam polować na sandacze, które żerują słabo. Dlatego dokładnie analizujmy, w jakiej sytuacji złowiliśmy rybę lub mieliśmy brania. Zapamiętajmy, w którym staliśmy miejscu, jak była ułożona wędka, gdzie znajdowało się słońce względem rzeki, jaki przynęta miała kolor, jak napływała w miejsce, w którym nastąpiło branie, jaki był sposób prowadzenia, tempo skręcania, poziom wody. To wszystko należy zapisać w pamięci (a jeszcze lepiej w notesie), bo kiedyś, gdy warunki będą podobne, sytuacja się powtórzy. I wtedy znów złowimy sandacza, a przynajmniej będziemy mieli branie. Często sandacze dają znać o sobie pukaniem w przynętę. Gdy akurat łowimy dżigami, to jednym z najlepszych sposobów, by przekonać je do brania, jest zmiana wabika. Obojętnie na jaki, byle się czymś różnił. Po kolejnym rzucie, już innym wabikiem, sandacz na pewno zaatakuje. Wobler a sandaczMało który wędkarz planowo stosuje na sandacze woblery. Najczęściej zakłada je w akcie rozpaczy, kiedy już na nic innego złowić ich nie może. Jest jednak sporo wędkarzy, którzy wobler uważają za przynętę podstawową, ale w określonych sytuacjach i porach dnia. Na przykład przy obławianiu tak zwanych opasek. Są to długie fragmenty brzegu wyłożone kamieniami (tak umacnia się te zakola rzeki, w które bije mocny prąd). Tutaj wobler łatwo się zagłębia, a utrzymywany w jednym miejscu cały czas pracuje. Na opaskach stosuje się woblery jednoczęściowe o niezbyt agresywnej akcji, bo w szybkim prądzie one najlepiej imitują zachowania rybek żyjących wśród kamieni. Zależnie od głębokości, na jakiej się łowi, używane są woblery schodzące głęboko lub płytko (jednym typem woblera całej opaski obłowić nie można). Woblerami typu Rapala Classic obławia się wierzchnie warstwy wody, a woblerami z dużymi, płasko ustawionymi sterami typy Rapala Shad Rap – warstwy najniższe. Zaletą woblerów przy obławianiu opasek jest to, że można je przez długi czas utrzymywać w jednym miejscu. Dlaczego sandacz taką przynętę atakuje, trudno powiedzieć. Może go denerwuje, może taka przynęta daje mu czas na przygotowanie skutecznego ataku… Cokolwiek jest tego przyczyną, metoda daje dobre wyniki. Woblera trzymamy w prądzie, tuż przy kamieniach, nawet przez kilka minut w jednym miejscu. Przed podciągnięciem trzeba go o kilkanaście centymetrów popuścić. Ta czynność wymaga szczególnego skupienia, bo wtedy najczęściej następuje atak. Wobler staje się niezastąpiony późnym wieczorem i nocą. O tej porze sandacze wpływają na płytkie wody, pełne drobnicy, i zaczynają ucztować. Najlepsze są wtedy woblery dwudzielne płytko schodzące, takie jak Rapala Jointed. Ciągnie się je powoli i często pozostawia w bezruchu. Do ataku prowokuje drugi, zwisający człon woblera, niekiedy poruszany prądem wody. Nocne żerowanie czasami rozpoczyna się już o godzinie 11 (latem), czasami dopiero o pierwszej nad ranem. Z tego zwyczaju sandacze nie rezygnują nawet wtedy, gdy temperatura powietrza spada znacznie poniżej 10 stopni. Zimą sandacze zaczynają nocne żerowanie około godz. 10 i trwa to do piątej rano. Warto jednak pamiętać, że nie każdej nocy żerują albo nie zawsze da się to zaobserwować. Niejeden raz wędkarska praktyka i fama wyprzedzała wiedzę, jaką podają nam naukowcy. Oni, zanim coś orzekną, muszą zbadać, sprawdzić, porównać itd. My, wymieniając się informacjami, nie musimy zważać na naukowe kanony. Ale właśnie dzięki temu możemy poznawać coraz to nowe zwyczaje ryb i dopasowywać się do przyrody, co każdy wędkarz robi na swój sposób. Dlatego wiem z góry, że mało kto zastosuje się sztywno do przedstawionych tu propozycji. Z łowieniem bowiem jest tak jak z potrawą. Niby zawsze ta sama, ale każdy doprawia ją inaczej. Waldemar Rychter
Znamy wyniki badań wody w rzece Ner, jak i śniętych w nim ryb. Nie stwierdzono obecności substancji chemicznych. Z przepływającego przez powiat poddębickiKleń i jaź są wybitnie rzecznymi rybami. Oczywiście występują również w wodach stojących, jednak to właśnie szybko płynące, dobrze natlenione rzeki są naturalnymi siedliskami tych ryb. Ich smukłe sylwetki i silne ciała wydają się być stworzone do buszowania w rwącym rzecznym nurcie. I tak w istocie jest. Czas je stamtąd wyciągnąć. Ale najpierw trzeba je znaleźć. Tylko gdzie szukać? Cztery pory roku kleni i jazi Kleń i jaź, podobnie jak większość wodnych stworzeń, żyją według swoistego rytmu natury. I to właśnie pory roku a co za tym idzie, również zjawiska pogodowe warunkują miejsca, w których możemy spotkać ryby. Ale dość tych domysłów, czas pójść nad rzekę. Wczesna wiosna to czas niewielkich i płytkich cieków, również w okolicach dopływów do większych rzek. Tam wiosenne słońce zagląda szybciej i ogrzewa spragnione ciepła rybie grzbiety. Wędkarz, zachowując największą ostrożność, powinien ze szczególną uwagą sprawdzić wszelkie wyrwy i dołki przy brzegu oraz strefę przybrzeżnej roślinności. Leniwe jeszcze ryby szukają tam spokoju i oczywiście pożywienia. Kleń i jaź – letnie wędkowanie Po burzliwym okresie tarła, które przypada zawsze mniej więcej w tym samym czasie, czyli na przełomie wiosny i lata, wygłodniałe ryby intensywnie żerują, aby uzupełnić zapasy. W mniejszych ciekach szukamy ich w spowolnieniach nurtu za zwężeniami, a także przy brzegach zacienionych drzewami. Nie pomijamy wszelkich zastoisk i spowolnień nurtu. W średnich i dużych rzekach ryb szukamy w głębszych prostkach, wśród kamiennych raf i oczywiście na główkach i przy kamiennych opaskach regulujących bieg rzeki. I znów nie wolno przegapić wszelkich miejsc, gdzie drzewa zwisają nad brzegiem rzeki. Klenie uwielbiają takie lokalizacje. Wszystko, co z drzew spada do wody, może stanowić potencjalny, smaczny kąsek. Kleń i jaź. Dwa gatunki. Wiele możliwości Specyficzne warunki bytowe obu gatunków otwierają przed wędkarzami wiele możliwości. Zanim jednak wybierzecie się nad wodę, musicie pamiętać, że to bardzo przebiegłe i płochliwe ryby. Jednak jeśli uda wam się je namierzyć i sprowokować do brania, czeka was niezła jazda. To silne i waleczne ryby. Nic w tym dziwnego, przecież na co dzień świetnie radzą sobie z silnym nurtem, a hol dostarczy niezapomnianych emocji. Oprócz tradycyjnych metod gruntowych, warto szukać ryb z ultralekkim spinningiem, ze smużakiem (mini woblerem imitującym owada) jako przynęta. Klenie z powodzeniem łowi się na chleb tostowy czy czereśnie. Jednak najbardziej finezyjnym i fascynującym sposobem w łowieniu jazi i kleni jest metoda muchowa. Muchówka na nizinach? Czemu nie! A może właśnie w ten sposób uda się pobić rekord polski z 1990 roku i złowić jazia o masie większej niż 5,10 kg? Pamiętajmy o wymiarze ochronnym tych gatunków, który wynosi 25 cm. Prawie 50 tysięcy badań Odry wykonał Główny Inspektorat Ochrony Środowiska od lipca 2022 roku. Po sytuacji związanej ze śnięciem ryb GIOŚ wdrożył stały monitoring interwencyjny oraz podjął szereg decyzji i procedur dotyczących postępowania w związku z wykryciem w rzece złotej algi. Powołano specjalny zespół w inspektoracie, ujednolicono wspólne działania wojewódzkich
Z jednej strony letnim łowiskiem może być duża rzeka, taka jak Wisła, Warta czy Odra, z drugiej zaś szereg mniejszych rzek, a nawet zupełnie małych. Część z nich to cieki uregulowane, część zaś jest zupełnie naturalna. Każda z nich stwarza inne warunki do bytownia ryb, a co za tym idzie, wędkarz w czasie rozpoznania musi uwzględniać odmienne czynniki. Na wybór łowiska wpływa wiele uwarunkowań. Najpierw zadaję sobie pytanie: jakie ryby chciałbym złowić? Różne gatunki ryb zajmują różne miejsca w rzecznym ekosystemie. Generalnie inne miejsca ryby prądolubne, inne zaś te gatunki, które unikają głównego nurtu. Niezależnie jednak od tego podziału latem trzeba szukać w rzece miejsc, gdzie woda ma jakiś ruch. Odcinki, w których nurt jest niewielki, wszelkiego rodzaju zastoiska, raczej nie będą dobre. Generalnie w najcieplejszych miesiąch roku, gdy woda ma wyższą temperaturę, ryb należy szukać w miejscach, gdzie przepływ jest szybszy. Ryba szuka wody czystej, natlenionej, a także miejsc, gdzie znajdzie pokarm. Jeśli szukam dobrej miejscówki na ryby prądolubne, takie jak brzany czy klenie, to wypatruję miejsc niezbyt głębokich, z dnem kamienistym lub żwirowym. Płocie i jazie wybierają raczej miejsca spokojniejsze, nieco z boku głównego nurtu, gdzie dno jest piaszczyste lub pokryte iłem. Leszcze z kolei to ryby o dużej elastyczności, dostosowują się do bardzo różnych warunków. Dla nich podstawowym kryterium jest dobrze natleniona woda o odpowiedniej temperaturze, a także dostateczna ilość pożywienia. Jeśli te warunki zostają spełnione, to leszcze potrafią żerować także w bardzo szybkim nurcie. Ważne są dla niego miejscowe schronienia, wszelkiego rodzaju dołki i górki, muldy, a także kamienie, które zapewnić mogą rybom schronienie i odpoczynek. Zbigniew Milewski W rzekach mniejszych, zwłaszcza nieuregulowanych, roślinność stanowi bardzo ważny element ekosystemu. Jej obecność gwarantuje występowanie takich ryb jak kleń, jelec, płoć, natomiast dla leszczy nie ma ona tak dużego znaczenia. W dużych rzekach roślinność jest uboga i nie odgrywa tak dużej roli w życiu ryb. W rozpoznaniu łowiska rzecznego większe znaczenie mają charakterystyczne elementy jej budowy, zwłaszcza gdy mówimy o dużej, uregulowanej rzece nizinnej. Miejscami, gdzie znajdziemy najlepsze łowiska, są okolice główek (niezależnie od stanu rozpadu), łuki zewnętrzne i wewnętrzne oraz proste odcinki wzdłuż umocnionych brzegów. Główki są specyficznym miejscem. W rzekach, w których występuje szereg główek, jak choćby na Odrze, prąd wody tworzy charakterystczny układ dna i ryba ustawia się w preferowanych miejscach. Patrząc z główki pod prąd możemy łowić bardzo różne ryby. Pierwsze z łowisk tworzy się na styku spokojnej wody z głównym nurtem. W spokojniejszej wodzie możemy łowić leszcze, płocie, krąpie, gdy zaś ustawimy się w kierunku nurtu, to naszą zdobyczą będą klenie czy jazie. Na przedłużeniu główki, jeśli u jej podstawy znajduje się trochę rozwleczonych kamieni stosowanych niegdyś do jej umocnienia, tworzy się typowe stanowisko rzecznych ryb. Możemy się tam spodziewać brzany czy kleni. To także miejsce, gdzie żerują ryby drapieżne, w tym sum. Poniżej główki znajdują się wymyte, głębokie doły. Prąd wody jest tam stosunkowo duży, obfitość pokarmu przyciąga wiele gatunków ryb, w tym leszcze, płocie, trafiają się tam także karpie. Często zdarza się latem, że szczególnie atrakcyjne główki są oblężone i trudno tam znaleźć dla siebie miejsce. Mogę polecić łowiska na prostych odcinkach brzegu. Choć z pozoru nieatrakcyjne - wielu wędkarzy je omija - jednak w tych miejscach można wędkować z powodzeniem. Podstawowym warunkiem jest odpowiednia głębokość. Optymalnie będzie to 2 – 3 m, niezależnie od odległości od brzegu. Nie tak rzadko się zdarza, że kapitalne łowiska znadują się w miejscach, gdzie z powodzeniem można wędkować zwykłym batem, wędziskiem nie dłuższym niż 6 – 7 m. Nie zawsze zatem potrzebna jest 13 – metrowa tyczka. W tym przypadku ważniejszą sprawą jest nęcenie, zwłaszcza latem. Ryby żerują intensywnie, do ich zwabienia potrzebujemy sporej ilości zanęty wzbogaconej o kaloryczne dodatki. Soja, ziarna kukurydzy, orzechy różnego rodzaju, parzone ziarna, to obok robaków dobre dodatki wzbogacające zanętę i dające gwarancję, że przy takiej zanęcie ryba zatrzyma się na dłużej. Zanętę trzeba jednak dawkować z umiarem. Po wstępnym wyborzez i rozpoznaniu łowiska przystępuję do gruntowania. To nieodzowna i ważna czynność. Poznajemy w ten sposób nie tylko konfigurację dna, ale także grubość miękkiej warstwy zalegającej na dnie. Jest to szczególnie ważne w miejscach, gdzie przepływ nie jest zbyt duży. Do tego celu najlepiej stosować dwa – trzy gruntomierze, różniące się masą. Różnica w zbadanej głębokości pomiędzy najlżejszym i najcięższym ciężarkiem będzie nas informowała o grubości tej warstwy. Według moich doświadczeń najlepszy okres na wędkowanie spławikowe w rzece to poranek i przedpołudnie. Nim słońce wstanie nie dokucza upał i komary, a i ryby żerują intensywnie. Kleń, jaź, płoć czy jelec to ryby, które w czasie pobierania pokarmu kierują się wzrokiem, dlatego łowi się je głównie w dzień. Leszcz z kolei jest rybą przełomu dnia i nocy, dlatego łowi się go wcześnie rano i późnym wieczorem, w dzień natomiast na dobre brania można liczyć raczej tylko w okresach zmętnienia wody. Na wielu łowiskach te największe leszcze biorą latem jedynie w nocy. notował J. Wróblewski Tekst z Archiwum "WW" 07/2013 Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów do artykułu: Jak rozpoznać łowisko w rzece?. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty, zgłoś go za pomocą linku "zgłoś".
Miasto Magnitogorsk leży nad rzeką Ural,co dzieli go na dwie części - azjatycką i europejską. Ci, którzy chcą łowić ryby w Azji, powinni udać się na lewy brzeg. Ludzie, którzy złapią się z prawego banku, są już w Europie. Jednak dla przedstawicieli fauny te subtelności geografii nie są znane. Wolą być ustaleni tam, gdzie jest to wygodniejsze, a zadaniem rybaków jest znalezienie tych miejsc. Wędkarstwo w Magnitogorsku zostanie zapamiętane ze względu na połów i malownicze rybne w MagnitogorskCałkowita długość Uralu wynosi 2,5 tys. Km. Na całej długości powstają duże zbiorniki, które różnią się między sobą zarówno zasobami ryb, jak i warunkami z Magnitogorsk lubią łowić rybyZbiornik Górnego Uralu. Jego długość wynosi ponad 20 km, szerokość - 3 km, głębokość - do 10 metrów. Dla ryb jest pełna przestrzeń, a dla rybaków dogodne miejsca do łowienia z brzegu i łodzi. Szczupak jest dobrze złapany przez spinning. Sandacz jest traktowany jako zakiduszka. Płoć, okoń, jaź i karaś są chwytane przez wędkę na robaka, łyżki i chleba. Leszcz w stawie został sztucznie wzniesiony od połowy lat sześćdziesiątych. Dobrze się ułożył i stał się jednym z pożądanych trofeów złapać suma?Sum znajduje się tylko w niektórych obszarachReservoir, ale jego wymiary są imponujące. Zwyczajowo można złapać próbkę ważącą do 15 kg. To prawda, tylko doświadczeni rybacy mogą to zrobić i tylko ci, którzy specjalizują się w połowach sumów. Zna dokładnie siedliska i zwyczaje tej ryby. Łowią sumy na przynętę lub żabę. Nisko wykwalifikowani wędkarze mogą łapać sumy o wadze do 6-8 kg. Spotkanie z dużymi okazami kończy się zwykle utratą sprzętu wędkarskiego. Na pewno pamiętasz połowy w Magnitogorsku. Bracia Magnitogorsk doradzą, gdzie zdobyć najlepszą przynętę i podwodnych myśliwych tylko krępująprzejrzystość wody. Zmętnienie pojawia się przy zejściu wody z drugiej tamy. Jednak po przywróceniu przejrzystości podwodni myśliwi czekają na dobre trofea. Sazany ważące do 8 kg rzadko wpadają na przynętę, ale pozwalają sobie na wypluwanie z podwodnych dział. W maju i czerwcu głównie polują na karpie. Po odrodzeniu stoją w trawie blisko brzegu i stają się pożądaną zdobyczą dla miłośników łowiectwa podwodnego. Wędkarstwo w Magnitogorsku jest przeznaczone do rekreacji z zabawną W pobliżu Magnitogorsk znajduje się wiele jezior. Szlam w nich jest mały, dno jest stałe, woda jest czysta. Jeziora Davletovo, Crystal, Lebyazhye i inne znajdują się w malowniczych miejscach i są bardzo wygodne do łowienia latem i jesienią, zimą i wiosną. Różnorodność gatunków ryb w jeziorach jest typowa dla Uralu. Ale są pewne jeziorze Koroviev znajduje się ryba wraz z karaśemRotan, jak bullhead. Jest często nazywany golosolkoy. Fani połowów karpiowych przybywają do jeziora Mały Bugodak. Chebak, gatunek syberyjskiego płoci, zakorzenił się w jeziorze Davletovo. Prawie we wszystkich jeziorach występują płocie, leszcze, okonie, szczupaki i liny. Karawan jest obowiązkowym mieszkańcem wszystkich wskazanych zbiorników. W niektórych z nich jest prawie jedynym przedstawicielem świata ryb. Zimowe łowienie w Magnitogorsku występuje właśnie w tych jest szczupak?Aktywne ostatnio fabryki rybneMagnitogorsk zajął się hodowlą karpi. Na jeziorze Mały Bugodak stworzył specjalny żłobek. Entuzjaści wędkarstwa karpiowego przyjeżdżają tutaj, ale połowy są okresowo zabronione. Karp planuje się przesiedlić we wszystkich zbiornikach, co jest dość obiecujące ze względu na doświadczenie hodowli leszcza. Łowienie w Magnitogorsku zadowoli godne pozazdroszczenia małych rzek należy wyróżnić Gummeyku. Jest dopływem Uralu i przyciąga obfitość miejsc ryb. W niej złowione są okonie, kleń, leszcz, rotan, jazgarz i oczywiście karaś. Ale główną rybę Gumbakey można nazwać szczupakiem. Rozwiodła się w rzece bardzo, łapie po prostu zadziwiać ich obfitością. Wielu rybaków przybywa tutaj wyłącznie na szczupaki. Nie można jednak zapomnieć o innych rodzajach ryb. Szczupak jest sanitariuszem zbiornika. Niszczy pierwsze chore i słabe ryby. Dlatego wszyscy pozostali mieszkańcy rzeki są zdrowi i energiczni. Jeśli jesteś zainteresowany łowiskiem w Magnitogorsk, zbieraj wędki i ruszaj w za pieniądzePrzyczynia się obecność szkółki karpiowejtworzenie płatnych miejsc połowowych. W sztucznych zbiornikach hodowla ryb odbywa się pod nadzorem wykwalifikowanych specjalistów. Stawy najczęściej powstają w opuszczonych kamieniołomach lub na brzegach jezior. Są karmione czystą wodą źródlaną. Karmienie ryb przyczynia się do ich normalnego wzrostu. Pielęgnacja zbiornika nie pozwala na rozkwit wody. Bazy wędkarskie pozwalają odpocząć i wygodnie łowić z wygodą. Zorganizowane wakacje z domami i płatne wędkowanie zyskują na popularności. Jednak dla miłośników dzikiej rekreacji miejsca więcej niż wystarczające. Wybór jest stworzyła w Magnitogorsku wszystkie warunkiwędkowanie w zimie i latem. Różnorodność gatunków ryb może zadowolić wszelkie dobre połowy. Na pewno będziesz pamiętać wędkowanie w Magnitogorsku. Gdzie jest najlepsza, powiedzieliśmy ci.
Czytaj też: Ponad 400 kg śniętych ryb w Kanale Gliwickim. Wojewoda powołał sztab kryzysowy; Wśród przyczyn katastrofy eksperci wskazali rozwój w rzece tzw. złotej algi, co może O łowisku Odra jest drugą co do długości rzeką Polski (ponad 700 km na terytorium naszego kraju). Swoje źródło ma we wschodnich Czechach, natomiast uchodzi do Zalewu Szczecińskiego. Odra jest w przeważającej długości całkowicie uregulowana, co nie oznacza że jest mało atrakcyjna przyrodniczo. Wręcz przeciwnie. Na polecanym przez nas granicznym odcinku (30 km w górę oraz w dół od Kostrzyna) rzeka wije się malowniczo pośród podmokłych łąk i małych, urokliwych miasteczek (świetne na rowerową przejażdżkę!). Brzegi w wielu miejscach porośnięte są trzcinami, często można spotkać też rozłożyste, odrzańskie dęby rosnące tu od wieków. W biegu rzeki znajdziemy wiele wysp, mniejszych odnóg oraz setki kamiennych główek, które trzymają w ryzach nurt rzeki. Przy niższym stanie wody widać doskonale zarysowane przykosy, piaszczyste łachy i stare odcięte przed wieloma laty kamienisto - faszynowe opaski. Cała okolica znajduje się w okolicach Parku Narodowego „Ujście Warty” co stanowi dodatkową atrakcję dla osób zainteresowanych fotografią czy spotkaniami z dzikimi zwierzętami regionu (dziki, jelenie, bobry, wydry i wiele innych) a w szczególności z ptakami. Występują tu ich setki gatunków (dokładnie 280, z czego 170 jest lęgowych), a ponad 30 z nich zagrożonych jest wyginięciem. Spotkacie między innymi żurawie, orły bieliki, myszołowy, ohary, cyranki, kilka rodzajów czapli, gęsi oraz zimorodki. A to tylko niewielki wycinek ptasiego królestwa, który ma do zaoferowania najbliższa okolica. Biorąc pod uwagę wybitne walory turystyczne obszaru oraz dobrze rozwiniętą bazę noclegową, Kostrzyn możemy polecić nie tylko zapalonym wędkarzom ale także na rodzinno-wędkarską wyprawę. Będzie to wymarzone miejsce na krótki, kilkudniowy wypad z najbliższymi – przedłużony weekend czy majówkę. Osoby niewędkujące mogą zwiedzać Park Narodowy, jeździć na rowerze (setki kilometrów ścieżek do dyspozycji), obejrzeć twierdzę w Kostrzynie czy udać się szlakiem odrzańskich, niemieckich miasteczek, gdzie można napić się świetnego piwa czy spróbować miejscowej kuchni. Rekordowe bolenie Naszym zdaniem Odra jest najlepszym łowiskiem bolenia w Polsce, a okolice Kostrzyna są najlepszym łowiskiem tej ryby na całej Odrze. Szczególnie po niemieckiej stronie rzeki, gdzie presja wędkarska praktycznie nie występuje lub jest bardzo znikoma. Ryby są w łowisku powszechne i przy standardowych warunkach (stabilny poziom wody) i pod opieką naszego przewodnika można złowić co najmniej kilka ładnych sztuk podczas dniówki. W okresach wzmożonej aktywności ryb (co zdarza się tutaj często) będzie to nawet kilkanaście srebrnych „torped”. Ryby zajmują typowe dla wielkiej rzeki stanowiska i biorą pewnie, bez zbędnych ceregieli. W cieplejszych miesiącach roku rapy urządzają zbiorowe, widowiskowe polowania i uklejki oraz inny drobiazg dosłownie „latają” w powietrzu. Jednym słowem Odra to naszym zdaniem kwintesencja boleniowych łowów na dużej, nizinnej rzece! Łowione przez wędkarzy bolenie to bardzo często owi się ryby w granicach 65-75 cm co stanowi swoisty ewenement jeśli chodzi o realia, do których przyzwyczajeni są wędkarze łowiących te piękne ryby na innych polskich rzekach. Przy odrobinie szczęścia i wędkarskiej cierpliwości można trafić na rybę przekraczającą 80 cm, szczególnie w okresie jesiennym (wrzesień – listopad) kiedy drapieżniki zaczynają się grupować wraz z nadejściem jesiennego spadku temperatury. Zresztą o to abyście wyjechali z Kostrzyna z jak największym boleniem zadba nasz niezastąpiony przewodnik, o którym kilka słów poniżej… Dostępność łowiska W przeważającej większości łowisko jest łatwo dostępne z brzegu. Na miejscu konieczny jest samochód aby móc przemieszczać się pomiędzy miejscówkami. W przypadku wysokiego stanu wody, który uniemożliwia skuteczne łowienie jest możliwość przesunięcia wyjazdu na inny termin. Rekomendowane metody połowu Spinning lub casting. Limity, ograniczenia i przepisy wędkarskie Łowiąc po niemieckiej stronie Odry konieczna jest niemiecka licencja wędkarska (nasze biuro pomaga w załatwieniu wszelkich formalności). Nasz człowiek nad Odrą – Mateusz Żurawski Aby Wasz wędkarski sukces uczynić jak najbardziej prawdopodobnym na miejscu zapewniamy usługi świetnego przewodnika wędkarskiego, który opiekuje się naszymi grupami. Mateusz to boleniarz z krwi i kości, który spędza nad Kostrzynską Odrą praktycznie swój cały wolny czas. Jest to osoba, która poświęciła boleniom zdecydowaną większość swojej wędkarskiej kariery i która ma rozpracowane te ryby dosłownie na czynniki pierwsze. Mateusz pokaże Wam nad rzeką miejsca gdzie nie spotkacie innych wędkarzy oraz pojedzie z Wami właśnie na tę główkę gdzie ostatnio kręciły się największe sztuki. Pokaże Wam jak szukać boleni kiedy nie widać ich żerowania, jak dobrać przynętę i jak ją dobrze poprowadzić. Opowie Wam jak stworzyć wzrocowy wobler na rapę i zrobi Wam dobrą fotkę ze złowioną rybą. Przy okazji doradzi co warto obejrzeć w okolicy lub gdzie wybrać się na kolację po niemieckiej stronie rzeki. Reasumując, Mateusz to odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu i nasze grupy nad Odrą oddajemy z pełnym przekonaniem pod jego opiekę! Poza boleniami w okolicach Kostrzyna można liczyć na częste spotkania z bardzo dużymi jaziami oraz kleniami, które zamieszkują tu co drugą główkę. Wieczorami i w nocy na żer wychodzą sandacze, a odrzańskie rozlewiska zamieszkuje całkiem spora populacja szczupaków. Ryby metrowe łowi się bardzo sporadycznie, ale na średniaki (50-80 cm) można liczyć! Zakwaterowanie Bazą noclegową dla naszych Gości jest Kostrzyn nad Odrą, choć możemy zorganizować także wygodne zakwaterowanie na terenie Niemiec. Kostrzyn zapewnia całą potrzebną infrastrukturę (sklepy, stacje benzynowe, restauracje) oraz znajduje się w bliskim położeniu od rzeki i dobrych miejsc na ryby (od 5 do 40 minut jazdy samochodem). Zapewniamy kilka wygodnych opcji zakwaterowania na terenie Kostrzyna – od komfortowego hotelu z własną restauracją i spa po wolnostojący domek dla większej grupy na obrzeżach miasta. Prosimy o określenia państwa preferencji i zaproponujemy odpowiednie zakwaterowanie (maciek@ 603 820 940, 22 894 58 12). Serwis wędkarski Gwarancją udanego pobytu nad Odrą jest doświadczony przewodnik wędkarski, który szybko i bezbłędnie lokalizuje ryby i potrafi rozpracować najskuteczniejszy na dany moment sposób ich łowienia. Każdej naszej grupie zapewniamy na miejscu usługi Mateusza Żurawskiego, który jest wybitnej klasy odrzańskim specjalistą. Mateusz od 20 lat łowi na Kostrzynskiej Odrze i zna to łowisko jak nikt inny (prosimy zajrzeć do zakładki „Galeria” gdzie prezentujemy wycinek wędkarskiego dorobku Mateusza). W ramach pakietu zapewniamy codziennie 9 h wspólnego łowienia pod opieką naszego przewodnika. Na życzenia możliwe jest dłuższe łowienie (nawet od świtu do zmierzchu) jednak w takim przypadku prosimy o wynagrodzenie przewodnika dodatkowym napiwkiem. Wędkowanie odbywa się na granicznym odcinku Odry, w odległości od 5 do 40 minut jazdy samochodem od miasta Kostrzyn. Koncentrujemy się na niemieckiej stronie rzeki (łowi tam znikoma ilość osób) choć na życzenie możliwe jest oczywiście wędkowania po polskiej stronie. Łowimy z brzegu, poruszając się (za przewodnikiem) po najlepszych miejscówkach. W przypadku wysokiego stanu wody uniemożliwiającego łowienie z brzegu, jest możliwość wędkowania z łodzi lub oczywiście przeniesienia wyjazdu na inny termin. Galeria zdjęć Mapa Filmy z łowiska Oferta wędkowania - orientacyjna cena Poniżej prezentujemy przykładową ofertę cenową wyprawy, wyliczoną przy określonych założeniach liczby uczestników, terminu etc. Przypominamy jednak, że każda oferta konstruowana jest indywidualnie pod konkretne zapytanie i uwzględnia wszystkie zmienne podane przez klienta. Poniższą wycenę traktować należy zatem jako orientacyjną, przybliżoną. Termin:w zależności od gatunku ryby, z reguły od maja do listopada Czas trwania:pobyty 3-dniowe, rozpoczynające się od piątku, na życzenie także krótsze i dłuższe Dojazd:we własnym zakresie (samochód) Ilość uczestników:maksymalnie 4 osoby, sugerujemy od 1 do 3 osób Zakwaterowanie:hotel, apartament lub domki wolnostojące – według preferencji klienta Wyżywienie:we własnym zakresie Łowiska:Rzeka Odra, graniczny odcinek Przewodnik:profesjonalny przewodnik w cenie pakietu Cena:1 100,- PLN od osoby za 3 dni pobytu bez dojazdu przy 2 osobach uczestniczących W cenie: 2 noclegi w komfortowym hotelu ***, pokój 2-osobowy z dobrym śniadaniem pełna informacja wędkarska o łowisku profesjonalny przewodnik na 2 dni (min. 9 h wędkowania dziennie) ubezpieczenie NNW, KL oraz bagażu dodatkowe koszty: dojazd na miejsce, licencja wędkarska (ok. 10-12 Euro/dzień po niemieckiej stronie Odry) Więcej informacji o ofercie: Maciek: maciek@ tel. 603 820 940 Tomek: tomek@ tel. 601 300 168 Kasia: biuro@ tel. 607 170 297W Świdrze żyje wiele gatunków ryb: karaś,kleń,okoń, szczupak,świnka, brzana, różanka, jelec, jaź, koza, miętus, ciernik i nie tylko ale to najlepiej wiedzą wędkarze. Do cennych gatunków ptaków występujących w rezerwacie „Świder” i w Mazowieckim Parku Krajobrazowym należą między innymi : derkacz, kania rdzawa, bocian
Jak łowić na rzece z główki? Cz. 3 Znaczne różnice głębokości, stanowiska ryb. Jak wygląda podwodna część basenu między ostrogami? Gdzie w klatkach przebywają ryby? Zapraszam do przeczytania trzeciej części poświęconej rzecznego łowienia z główek. W drugiej części artykułu zwróciłem uwagę na ukształtowanie prądów między dwoma ostrogami. To one w szczególności wpływają na charakter tutejszej wody, w tym dno. Strona napływowa jest najbardziej burzliwa ze wszystkich miejsc w klatce i co za tym idzie zarazem nieobliczalna. Duży chaos kierunku przepływu prądów ma swoje konsekwencje dla wędkarza łowiącego spławikiem. Ten najczęściej na widok wirowatej wody na napływie ( zdjęcie poniżej ) mylnie uważa, że nie da się tu spokojnie łowić spławikiem. Idąc na łatwiznę wybiera spokojny jej obszar w klatce i na nim skupia swój wędkarski kunszt. Czy aby na pewno wyłącznie takie miejsce do łowienia jest najlepsze? Czy w spokojnym obszarze klatki przebywają ryby dosłownie jakby uciekając przed prądem? Fragment strony napływowej Zanim odpowiem na tak postawione pytania zajmę się budową główki, a w zasadzie basenu między dwoma ostrogami. Oto przykładowa klatka na jednym z fragmentów Odry: Postawić można pytania: – dlaczego poznanie budowy wspomnianego obszaru wody jest tak istotne? Co nam to da? Czy bez tej wiedzy można myśleć o sukcesie? Łowienie na główce to wędrówka jak po górach. Raz chodzimy po dolinach, by za chwilę wspinać się pod górę. Podobna analogia występuje w rzecznych klatkach. Rzeka współdziałając z otoczeniem, nie tylko z zawadami dennymi, wytwarza ciekawe miejscówki, ale co za tym idzie strasznie różnicuje dno z pozoru chaotycznie, lecz w konsekwencji pod dyktando praw fizyki. Dno w dużej mierze decyduje o zasiedleniu mieszkańców wody, czyli ryb, które potrafią przebywać nie tylko w różnych partiach wody, ale na różnej głębokości zależnej od miejsca w rzece. Jest to uzależnione od prędkości prądu głównego koryta, a ono zależy od lokalnego miejsca i stanu wody. Mam tu na myśli szerokość koryta w danym miejscu, ilość zakrętów i zawad dennych, rodzaj dna itp. „Teoretycznie” ryba szuka miejsca najwygodniejszego pod względem walki z prądem i tak ustawia swoje ciało by mu się jak najmniej oprzeć, ale może to prowadzić do mylnego wniosku, że wyłącznie w klatkach między ostrogami znajduje ostoje. Tak nie jest. To istotna wskazówka, co do umiejscawiania zestawu, która szeroko zostanie wyjaśniona w czwartej części. Ponieważ baseny są połączone równolegle z korytem- obcują w nich ryby. To najbardziej czytelne i zarazem nieobliczalne miejsca w rzece w szczególności napływ. Tajemnica tkwi u szczytu ostrogi, w jej zalanej części, a także wzdłuż tworzącego z tego skutku całego warkocza. Proszę zwrócić uwagę, że przez klatkę woda nie przepływa jak w głównym korycie, ale odbijając się od ostrogi, przekierowuje część prądu głównego na środek rzeki, a resztę partii wody zawraca przy następnej ostrodze i nadaje charakteru klatce i jego okolicom. Wyjątek stanowi bardzo wysoki stan wody, który powoduje zatarcie tej widocznej granicy między nurtem a ostrogami. W basenach prądy rządzą się swoimi prawami od tych w głównym korycie, będąc po części proporcjonalnie od nich zależne. Ponieważ są słabsze i zmienno-kierunkowe, inaczej niż w nurcie wpływają na dno. Skutkiem tego jest swoista rzeźba dna przypominająca wyboistą drogę z dziurami, różniąca się od dna koryta rzeki, które najczęściej jest w miarę równe. Każda klatka to rodzaj jeziora z tą różnicą, że płynie tu znaczący i młynkowaty prąd. Skutkuje to znaczącymi różnicami głębokości. W zasadzie w basenie trudno znaleźć równe miejsce w obszarze kliku metrów tj. w zasięgu zestawu puszczonego np. tyczką lub batem, nie mówiąc o bolonce. Wędkarz łowiący w basenie, musi się liczyć w większości z ogromnym zróżnicowaniem dna. Trzeba być tego świadomym, by skutecznie w klatce łowić, a sama świadomość nie wystarczy. Stałość w jeziorze pozwala nam wędkarzom skupiać się jedynie na doborze przynęt, zanęt, sprzętu wędkarskiego itp. itd., ale klatka na taki luksus się nie godzi. W basenach ze względu na uciąg dochodzi dryf spławika i różnica w głębokościach nawet na krótkich dystansach. Należy koniecznie poznać te dane. Jak to zrobić? Oczywiście najprościej jest wygruntować klatkę tyczką. Niestety ma to swoje wiadome ograniczenia. Klatki mają przeciętnie 50-70m długości na 35-50m szerokości, co daje nam ponad 2000-3500 mkw. ( na każdej rzece i w innym miejscu dane mogą znacząco się różnić ). Tyczką sięgniemy wyłącznie na odległość 13-15m. Reszta obszaru do wygruntowania pozostanie poza naszym zasięgiem. Poza tym trzeba by przejść się wzdłuż linii brzegowej po całej klatce, co wydaje się nieraz raczej niemożliwe i wręcz absurdalne. Nie o to nam chodzi. Więc, w jaki sposób i według jakich cech rozpoznać głębokość toni pod płaszczykiem wody w basenie między ostrogami? Nie sprawdzi się nam tutaj „wzór” patrzenia na dno przez pryzmat przepływu wody w korycie, gdzie na zasadzie analogii moglibyśmy zastosować go w basenie. Gdybyśmy chcieli owy wzór krótko omówić, wygląda następująco: Nietrudno się domyśleć, że przy równej, stałej prędkości i jednakowej szerokości koryta, woda płynie najszybciej na środku rzeki, nieco wolniej po bokach, a najwolniej przy brzegu. Przy stałej prędkości wody, ale tam gdzie koryto rzeki wyraźnie z węża, tam woda bywa głębsza i odwrotnie, tam gdzie koryto rzeki staje się nagle szersze, woda jest wyraźnie płytsza. Należy pamiętać, że tego typu ocena jest na „oko”, a w niektórych miejscach przy ocenie należy wziąć „poprawkę”, ale to i tak wystarcza dla naszych wędkarskich potrzeb. Niestety klatki rządzą się swoimi prawami, a one nie są tu takie do obliczenia. Szaleństwo i różnorodność kierunkowa prądów, wielkość basenu między ostrogami, a nawet usytuowanie ostróg na odcinku, to wszystko zakłóca ten prozaiczny obraz czytania głębokości rzeki. Pamiętać też należy, że ostrogi to przybrzeżna część rzeki, woda płynie w nich zdecydowanie wolniej i inaczej, a ten przepływ zakłóca mocno napierający nurt na zakręcie na szczyt ostrogi, powodując powstawanie swoistych prawideł, które mają swój podobny schemat. Z pomocą przychodzi logika i zdobyte doświadczenie. Budowę anatomiczną klatki ilustruje poniższy schemat: Miejsca najciemniejsze oznaczają najgłębsze miejsca i odwrotnie najjaśniejsze to te miejsca, w których woda jest płytsza. Czy potrafisz wyjaśnić, dlaczego w niektórych miejscach woda jest płytka, a w innych głęboka? Z powyższego schematu wyciągnąć należy wniosek, iż przed główką i za nią, ruch wody w przesuniętym w lewo lub w prawo centrum nurtu wypłukuje zagłębienia, czyli popularne doły, głęboczki, które ciągną się wzdłuż warkocza. Niektórzy uważają, że tworzą się wyłącznie zaraz za i przed szczytem zalanej główki. Ja nie do końca podzielam ten pogląd. Uważam, że doły tworzą się wzdłuż c a ł e g o warkocza występującego w danym basenie, choć w nim samym głębokość może być i jest znacząco różna. Przemawia za tym usytuowanie centralnego nurtu na zakręcie lewym i prawym. Zilustruje to inny następujący schemat: Na środku każdej klatki, warkocz stale odkłada różne masy piachu i żwiru, więc ten obszar jest najpłytszy i w mojej ocenie najmniej wędkarsko atrakcyjny. Sypie piachem, którego nie lubią ryby. Oczywiście „środek” ten w każdym basenie może być nieco przesunięty. Ilustrują to poniższe zdjęcia zrobione przy bardzo niskim stanie wody na Odrze: W każdym basenie prąd wsteczny płodzi rynnę, która z każdym metrem nabiera głębokości, a kończy swoją indywidualną działalność fuzją z głęboczkiem. W którym miejscu rodzi się rynna? Najprościej ustalić ją po obserwacji wody. Wszystkie prądy wsteczne ( w klatce jest ich niezliczone mnóstwo ) wychodzące ze swojego źródła, schodzą się mniej więcej w jedno miejsce, w którym woda wyraźnie przyspiesza płynąc równo. Tu powstaje rynna, ale trzeba przyznać, że nie na każdej klatce wyraźnie to widać, a na niektórych w ogóle. Poniższy schemat genezy rynny nam to objaśni: Znajomość zachodzących zjawisk, pomoże nam skuteczniej dobrać się do jakże chimerycznych tu ryb. No właśnie… …..gdzie są ryby? A może gdzie łowi się ryby? W wodzie można by rzec. Ale to nie jest odpowiedź. Nie taka, jaką chcielibyśmy uzyskać. To pytanie, które chyba najbardziej nurtuje wszystkich główkowych wędkarzy i najczęściej je sobie zadają zanim przyjdzie im zmierzyć się z ostrogą, nawet z tą, którą dobrze znają jak własną kieszeń, lub w momencie dostania od niej sromotnych batów. Nic w tym dziwnego, w końcu to żaden wstyd zapytać i wyciągać wnioski nawet te zgoła błędne pod warunkiem, że stale będziemy się uczyć. Z pomocą tylko częściową może nam przyjść kalendarz rzecznego świata, ale on sam powoduje raczej mętlik w głowie niż przynosi pożytek. Problemem w ustaleniu stanowisk ryb jest po pierwsze pora roku, dalej gatunek ryb, temperatura otoczenia, wody, nasłonecznienie, ciśnienie, rodzaj dna, koryto rzeki itp. itd. Widać stąd wyraźnie, że wspomniany kalendarz rzeczno-główkowego świata umiejscowienia ryb w rzece jest bardzo rozregulowany. Do tego dochodzą ciągłe wahania temperatury, poziom i natlenienie wody. Wszystko to wpływa na przybywanie i zachowanie ryb w rzece, ponieważ one ciągle są uzależnione od jej kaprysu, skutkując często rybią migracją. Najprościej ujmując ryba bezgranicznie uzależniona jest od tego, co niesie rzeka w danym okresie i sezonie raz niska, raz wysoka, a nie, co w rzuci do wody wędkarz, a więc tlenu i pokarmu, więc tam należy jej szukać. Tego na oko nie do końca zawsze da się rozszyfrować, a dodatkowym kłopotem w ustaleniu umiejscawiania się rzecznego, kończącego w pysku ryby pokarmu jest również prąd w basenie i wyłącznie ryba wie w danej klatce, gdzie się on gromadzi najliczniej i tak ustawia, by go spokojnie przechwycić. Nawet podczas zasiadki rzucenie mnóstwa kul zanętowych w jedno miejsce i obliczenie toru spływu -rozmycia zanęty, może wyprowadzić nas w pole w poszukiwaniu ryb, ponieważ zawirowania i uciąg przesuną nam zanętę w sobie znane miejsce. Co prawda ryby ją znajdą, ale my możemy pływać spławikiem i przynętą obok. A więc gdzie są ryby? Niestety z powyższego widać jak na dłoni, iż pytanie jest niefortunnie zadane, kierunkowo tendencyjne i w żaden sposób na tak sprecyzowane nie da się dobrze odpowiedzieć, aby zostać z odpowiedzi usatysfakcjonowanym. Sugeruje z góry ulubione miejsca w klatce, w których kurczowo żyje ryba. I chociaż po części jest to prawda, to nie da się tego jednoznacznie ustalić. Mechanizmy przebywania ryby, ich świat są im tylko znane, a my, jako wędkarze metodą prób i błędów w przybliżeniu możemy je określić. Bardziej prawidłowe pytanie jest inne, mianowicie: gdzie, w którym miejscu łowić z główki ryby? i na takie da się i trzeba odpowiedzieć. Można by rzec, że swój wędkarski kunszt możemy szlifować na całej klatce basenu między ostrogami, ale takie podejście charakteryzuje wędkarzy bez doświadczenia, ponieważ wierzą, że ryby rozmieszczają się i przebywają na główce równomiernie. Skutkiem powyższego myślenia jest łowienie w pewnej części klatki niczego lub drobnicy, a w pozostałej „ryby”. Pisząc teraz ryby mam na myśli białoryb ( nie uklejki, krąpiczki i kiełbie ) czyli te, na których najbardziej powinno nam zależeć, a więc o przyzwoitych rozmiarach chyba, że wdanym dniu widmo klęski może zajrzeć nam w oczy i będziemy chcieli zadowolić się każdą złowioną rybą. Wielu też mylnie uważa, że puszczając zestaw w najgłębsze miejsce ostrogi, spotka na swej drodze największe okazy leszcza, brzany, klenia, krąpi, jazi. Tu możemy być bardzo rozczarowani, argumentując błędne myślenie niedobraniem do grubych ryb. Ryba ma swoje ulubione miejsca w klatce, a te występuje w okolicy warkocza, chociaż niekoniecznie w jego pobliżu można je łowić. Wyjątek stanowi pora, gdy wyruszają w codzienną trasę w przeczesywaniu pokarmu po klatce i często złowić je można w miejscu, po którym się tego nie spodziewaliśmy. Rozmieszczenie gatunkowo ryb w klatce ilustruje następujący schemat: Widać ze schematu wyraźnie, iż rybę łowi się najczęściej w okolicy warkocza. To centrum rzeki, z którego ryba ma najbliżej do granic klatki jak i głównego koryta nurtu, więc tam należy w szczególności jej szukać. Zresztą, ryba ma w nim swoje królestwo, a pokarm rzeczny nanoszony jest właśnie przez niego ( warkocz ). Rynna jest również atrakcyjna. Nie znaczy to wcale, że w pozostałej części klatka jest bezrybna. Raczej łowi się tu kupę drobnicy, a od czasu do czasu okazy. Natomiast okolice warkocza przynoszą okazałe ryby, a od czasu do czasu drobnicę. Należy też zauważyć, że rozmieszczenie ryb w klatce ze schematu jest w małej części teoretyczne i może na innej znacząco różnić, nie mówiąc o innym odcinku, czy rzeki w Polsce. Ale o tym decyduje też nie tylko sama klatka, ale rodzaj dna, który na niej występuje. Gdzie muł, tam leszcz, żwir i glina to królestwo brzany. Kleń nie pogardzi żadnym. Piach nie zasługuje na uwagę. Wyjątek może stanowić długi odcinek piaszczystej rzeki. Podsumujmy. Spływ przynęty po dnie klatki przypomina w wielu wypadkach wędrówkę po górach i dolinach. Zalana część ostrogi i prąd ( ruch wody ) w przesuniętym na zakręcie korycie rzeki wypłukuje doły, które swoje apogeum osiągają przed jak i za szczytem ostrogi, ciągnąc się wzdłuż całego warkocza odkładając na środku zwały piachu, żwiru, czyniąc to środkowe miejsce mniej atrakcyjne dla ryb. Prądy wsteczne płodzą rynnę, w której lubi żerować ryba, a okolice warkocza to królestwo dla wszelkich ryb. W ostatniej, czwartej części odpowiem, jak wykorzystać praktycznie wiedzę, którą odkrywa przed nami ostroga, a opisaną we wszystkich trzech częściach niniejszego artykułu. Odpowiem także jak łowić z główki, kiedy z napływu, a kiedy z zapływu i od czego to zależy, a także, co warto wziąć pod uwagę podczas nęcenia. Grzegorz GrabowskiŻarnowieckiego na rzece Piaśnica nr 2 . §1 OPŁATY I PRAWA WĘDKUJĄCEGO NA WODACH OBWODU RYBACKIEGO JEZIORA ŻARNOWIECKIE NA RZECE PIAŚNICA NR 2 Tab.1.Opłaty za amatorski połów ryb (zł) w obwodzie rybackim Jeziora Żarnowieckiego na rzece Piaśnica nr 2 w 2020 r. Rodzaj połowu 01.01.2020 r. 31.12.2020 r. 1 miesiąc Leszcz nie ma najlepszej opinii - wypomina się mu mnogość ości. I to, że w zanętę często wbijają się stada chudych jak żyletka "podleszczaków".W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego niektórzy mają doń pretensje o to, że pokryty jest grubą i czepiającą się palców warstwą śluzu. Mawia się o leszczu, że jest rybą słabą, szybko ustępującą w walce. Że lubi się zbierać przy zrzutach ścieków komunalnych, mleczarskich, rzeźnych, a na dodatek bardzo szybko "przesiąka" nieprzyjemnymi to prawda, ale... Ale dotyczy osobników co najwyżej średniej wielkości. Są one przez wędkarzy łowione najczęściej i w największej ilości. Leszcz jest rybą stadną, z regularnością zegarka penetrującą swój rewir. Chętnie zatrzymuje się na długo przy dobrze skonstruowanej zanęcie. Średniaka może łowić każdy, kto choć trochę ma pojęcia o rzece i leszcze niełatwe są natomiast do zlokalizowania, trudno je przytrzymać w łowisku zanętą. Jednak każdy, komu udało się wstrzelić w stado dużych ryb tego gatunku, kto wyjął w ciągu godziny kilka potężnych sztuk - weryfikuje swą opinię o leszczach. Okazuje się, że ryby te potrafią dzielnie walczyć i potargać niepoprawnie skonstruowane zestawy. Umieją wykorzystać każdą niedoskonałość wędkarskiego warsztatu, nerwowość, brak refleksu, zbyt siłowe hole. Trzykilowy leszcz - a dużo ich w polskich rzekach - przynosi satysfakcję najbardziej nawet wymagającemu się potem, że mięso pogardzanej dotąd ryby bywa wyjątkowo smaczne - niektórzy porównują je do prawdziwie delikatesowego karpia. Grube ości przestają przeszkadzać, śluz nie jest tak niemiły, jak u mniejszych osobników. Mitem okazuje się "brudolubność" leszczy - co prawda łowi się je regularnie przy każdym niemal "berglu", zrzucie ścieków komunalnych, ale więcej i większe trafiają się na pełnej wodzie, na nurcie leniwe na pozór ryby po bliższym poznaniu okazują się wyjątkowo wytrwałymi wędrowcami. Okazuje się, że niesłusznie kojarzone były z grubą warstwą mułu i rzecznymi zastoiskami. Leszcz otóż odżywia się przede wszystkim wodnymi bezkręgowcami. Bodaj największą część ich diety stanowią larwy owadów, przede wszystkim ochotkowatych. Te ostatnie z kolei występują masowo w partiach rzeki bogatszych w tlen, a więc po prostu w cienkiej warstwie osadów strefy pełnego, choć niezbyt szybkiego nurtu albo wśród filcowatych pasm glonów na kamienistych przelewach. Na głęboczkach za takimi przelewami można oczekiwać stad leszczy. W rzecznych rynnach o większej głębokości także łowi się duże sztuki - wystarczy dobrze zanęcić i poczekać opinia o leszczach często myli wędkarzy, prowokuje do popełniania błędów. Ileż razy ujrzeć można na ostrogach większych rzek ludzi z ciężkimi gruntówkami podających zestawy na spokojną wodę w dole rzeki. Owszem, zdarza się, że złowi się na tak zarzuconą wędkę jakiś średniak, który odbił od stada w poszukiwaniu żeru, zdarza się, że podejdzie ich kilka zwabionych smakołykami z zanęty. Generalnie jednak łowi się wówczas leszcze na nieleszczowych ostróg mogą być jednak dobrymi łowiskami. Z reguły więcej ryb znajdzie się na napływowej stronie główek - głównie w niezbyt szerokim pasie nurtowego cienia, gdzie odkładają się namuły i gdzie żyją organizmy stanowiące leszczowe menu. Strona zapływowa także okazać się może ciekawym łowiskiem, ale raczej w partiach wody równomiernie płynącej, czyli w rynnie tworzącej się u szczytu każdej niemal jednak rezultaty miewają wędkarze, którzy natykając się na szereg główek, moszczą sobie stanowiska pomiędzy nimi, na odcinkach, gdzie nurt zbliża się do brzegu lub biegnie prostą rynną równolegle do takiej rynny jest najważniejszą sprawą przy łowieniu leszczy. Wielu wędkarzy, szczególnie amatorzy gruntówki z ciężkim ołowiem dennym, zarzucają zestawy "byle dalej". Często przerzucają leszczowe stanowiska, łowią na "pustych" płyciznach. Najgorsze jest to, że od stanowisk dobrze żerujących ryb dzieli ich przynętę dosłownie kilka metrów. Być może w ciągu łowów raz, może nawet kilka razy, trafią przypadkiem w leszczową rynnę i wyholują sztukę czy dwie, ale - niestety - będzie to czysty przypadek, fuks, zrządzenie losu. Łowiący z ciężkim ołowiem twierdzą, że przestawianie zestawu przy tej technice jest niełatwe, że zbyt częste zarzucanie powoduje płoszenie się ryb. I prawda - nie sposób ryb nie płoszyć wrzucając do wody kilkusetgramowe pecyny ołowiu. Ale nawet ciężkozbrojny grunciarz może przed rozpoczęciem łowienia w prosty sposób poznać strukturę dna w zasięgu rzutu, może też dobrać właściwie ciężarek - uwzględniając odległość, siłę prądu, głębokość łowiska. Ciężka gruntówka może okazać się wędką pełną finezji, jeśli tylko wybierze się najlżejszy z możliwych kawałek poznać dno w zasięgu rzutu - co zastępuje sondowanie, bez którego nie potrafi się obyć żaden przyzwoity spławikowiec - wystarczy na koniec zestawu założyć niewielki (relatywnie oczywiście) gruszkokształtny ciężarek z oczkiem. Kilkanaście zarzuceń i wolne ściąganie "sondy" pozwoli na bardzo dokładne zlokalizowanie wszystkich dołków, wypłyceń oraz na opukanie każdego niemal fragmentu rynny. Dzięki temu i zanętę będzie można wrzucić we właściwe miejsce i przynętę podawać w sposób przemyślany, leszcze lubią przemierzać rzekę z dokładnością przedwojennego pociągu, to przecież nie zawsze penetrują wyłącznie śródrzeczne rynny. Czasami wypływają na płycizny, niekiedy wpadają na kilka chwil na niezbyt odległe od nurtu zastoiska. Miewają momenty, w których zbliżają się do brzegu albo odrywają od dna i żerują w pół wody czy spławiają się na powierzchni. Z rzadka w nietypowych miejscach potrafią zadomowić się na dłużej, osobliwie w zatokach rzecznych z wstecznymi prądami, za główkami w miejscach pełnych zawirowań i nakładających na siebie, mieszających się strugach nurtu. Warto więc poznać ich rozkład dnia i umieć odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego można je znaleźć w tych akurat miejscach. Leszcze, jak większość ryb, miewają sezonowy "rozkład jazdy" - gdzie indziej przebywają na wiosnę, gdzie indziej w pełni sezonu, gdzie indziej z rana, w dzień, w nocy...Jednakże doświadczony, otwarty na rzekę i ryby wędkarz jest w stanie - z dużą dozą prawdopodobieństwa - przewidzieć, gdzie w danej chwili, przy danej pogodzie, stanie wody i innych okolicznościach przebywają leszczowe dużej rzece leszcze stają się celem wędkarskich wypraw dopiero w maju, a więc sporo później niż jaź czy płoć. Ryby te zaczynają się trzeć dość późno, kiedy temperatura w rzece przekroczy 13oC. Szczyt tarła przypada na okres, gdy temperatura wody na podtopionych przez przybór, zarośniętych płyciznach ustali się na poziomie 16-19 populacja leszcza wyciera się partiami - już w pierwszym tygodniu maja można złowić przy brzegach większe ryby wygłodniałe po odbytych godach. Ale jeszcze do połowy czerwca zalane wierzbowe zarośla trząść się będą od leszczowych karpie codzienne - jak nazwał je Władysław Strzelecki we wspaniałej książce "Wędkarz i rzeka" - mają przed przystąpieniem do tarła krótki okres aktywności żerowej. Są po prostu żarłoczne i tracą na tydzień czy dziesięć dni swą stadną przemyślność, z której słyną latem czy wczesną jesienią. Gromadzą się w pobliżu miejsc zdatnych do odbycia godów i rzucają się na każdą podaną przynętę. Wzdłuż wierzbowych zalewisk, na przybrzeżnych spowolnieniach, głębokich na półtora do dwóch metrów zamuliskach bobrują w dnie wielkie tym czasie pierwsze partie oddają się już miłosnym uniesieniom, zaś inne "turnusy" zmierzają wzdłuż brzegów do amorycznej będzie trudno uważnemu wędkarzowi odnaleźć trasy wiodące leszcze na tarło, choć być może szukanie tych szlaków nie jest specjalnie etyczne. Choć przecież leszczy u nas dostatek, duże rzeki pełne są trzymających się swoich rewirów stad. Ale właśnie na rzekach większych nie powinno sprawić problemu znalezienie miejsc, gdzie gromadzić się będą - także żarłoczne nad wyraz - potarlane są wówczas zmordowane, przez tydzień, niekiedy dwa odpoczywają w miejscach o wodzie niemal stojącej, w przybrzeżnych dołach o dnie pokrytym grubszą warstwą namułów. Wybierają plosa za główkami, głęboko wcinające się w wysokie burty ostre zewnętrzne łuki, trzymają się wolno płynących odcinków wzdłuż spadów obok wysp, usadawiają się w zastoiskach na wylotach łach. Po kilkudniowym wypoczynku i nabraniu sił, wyruszą ku swym późnowiosennym zejścia wód, na dobrą sprawę do janówki, wykorzystywać będą podwyższony stan rzeki i trzymać się w pobliżu brzegów. Opuszczą zastoiska i zgodnie ze swoją naturą, wybiorą równy odcinek rzeki o niezbyt śpiesznym nurcie, który przeczesywać będą zmierzając pod prąd rozwiniętą tyralierą. Osiągnąwszy jego skraj spłyną pośpiesznie w dół rzeki, by ponownie rozpocząć przeszukiwanie wytartych osobników wpłynie do łach, które stają się przepływowe wyłącznie w okresie przyborów. W czasie, gdy woda w nich stoi, bujnie rozwija się tam życie bezkręgowców, odkłada muł, w którym żyją larwy owadów i skąposzczety w większej na ogół liczbie aniżeli w korycie wiosenne leszcze w rzekach - zarówno tych dużych, średnich, a także w zupełnie niewielkich - trzymają się tzw. kantu o głębokości 1,2 - 2 m, niezbyt odległego od brzegu uskoku dna ku płaskiej warto podawać nieco dalej niż w przypadku polowania na jazie, poza miejsca, w których w pełni lata stawiać się będzie wędkarskie stołeczki. Szczególnie dobrymi stanowiskami okazać się mogą wszelkie luki między krzakami wierzby, granice nurtu u szczytu zwalonych drzew, kamiennych czy ilastych cypli wrzynających się w rzekę. Wzdłuż kantu poruszać się będą stadka wytartych już leszczy, wzdłuż niego płynąć będą na gody bardziej ciepłolubne osobniki. Wiosenny kant jest także najlepszym miejscem do zasadzenia się na leszcze na rzekach mniejszych, w których duże ryby w sporych ilościach pojawiają się wyłącznie wiosną podczas wędrówki na tarło i w czasie powrotu po odbytych rzeki, w których latem łowi się wyłącznie drobiazg lub szuka dołów zamieszkałych przez kilka większych ryb, wiosną stają się istną promenadą. Są z reguły płytsze od rzek, w których znajdują ujście, wylewają na łąki, pola, zalewają olsy, grądy i łęgi. Woda na zalanych płyciznach ogrzewa się znacznie szybciej niźli w rzekach zapraszają więc wyższą temperaturą wiele gatunków ryb, także leszcze, które potrafią w swej tarlanej wędrówce zajść bardzo wysoko. W dopływach Bugu i Narwi spotyka się je nawet kilkadziesiąt kilometrów w górze dopływów. Żerują przez cały czas. Posuwają się blisko brzegów, często odpoczywają w niewielkich zastoiskach położonych w pobliżu kantów. Niekiedy wrzynki takie mają 2-3 m kwadratowe i metr partie wytartych leszczy dość długo pozostają w rzeczkach, w których odbywały gody. Wybierają podobne stanowiska, jak w większych ciekach. Są to jednak chwilowe rewiry żerowiskowe. Liczące kilkanaście, czasem kilkadziesiąt osobników stadka dają się stopniowo znosić coraz niżej, by w momencie przedletniego spadku dużej wody znaleźć się w pobliżu średnie, takie jak na przykład Pilica, Pisa, Wisłoka, Noteć, Biebrza, a także rzeczki niewielkie, ale głębsze i mniej podatne na wahania stanu wody, mają swoje populacje leszczy. Trzymają się one niemal wszystkich głębokich odcinków o równym, spowolnionym uciągu, żerują wzdłuż wysokich burt na zewnętrznych łukach, zadomawiają w głęboczkach przed i za spiętrzeniami wzniesionymi ręką człowieka. Każdy zbiornik zaporowy, bez względu na to, czy jego powierzchnia liczona jest w kilometrach kwadratowych, w hektarach czy w arach, posiada swoje leszczowe tygodni po tarle leszcze lokują się na odcinkach rzek, w których pozostaną do późnej jesieni. Niektóre stada już na przełomie maja i czerwca zasiedlają swe letnie rejony. Zaczynają "kursować" w nich z regularnością godną kolei brytyjskich. Aktywne żerowanie rozpoczynają o brzasku, kiedy niebo na wschodzie zaczyna jaśnieć, płonąć porannymi zorzami. Zbliżają się wówczas do brzegów, wpływają na spowolnione, lekko zamulone płycizny, penetrują kanty, faszynowe materace przygniecione kamiennymi opaskami i wsteczne prądy za ostrogami oraz naturalne zatoki. Z reguły jednak nie oddalają się zbyt daleko od dni bezchmurne pozostają na tych stanowiskach do chwili, gdy słońce pożółknie nad horyzontem, przy niebie zachmurzonym ich odejście jest nieco krótsza lub dłuższa przerwa w dzień się budzi na dobre, kiedy wiatr zaczyna marszczyć wodę i rozwiewają się mgły, wędkarze mają szansę, by zaobserwować wspaniałe zjawisko spławiania się leszczowego stada. Nad powierzchnią leniwie toczącej swe wody rzeki zaczynają się pokazywać ryby. Nie chlapią się jak wiele innych gatunków. Niemal bezgłośnie wynurzają nad wodę swe ciało, niekiedy prezentują się niemalże w całej okazałości, czasami pokazują jedynie płetwę grzbietową i niewielki odcinek "pleców". Bodaj najbardziej masowe spławy udawało mi się zaobserwować podczas mglistych poranków, w momencie, w którym poranna bryza zaczynała strzępić oponę spławiania leszcze podobno nie żerują, niemniej dla wędkarza zaobserwowanie ich powierzchniowego baletu jest niezmiernie ważną informacją. Spławy otóż odbywają się w pobliżu żerowisk lub wręcz nad nimi. Bardzo często, natychmiast po ich ustaniu, następuje drugie poranne żerowanie - nieco już oddalone od brzegu. Ryby penetrują skraje głębokich dołów i rynien, posuwają się po kantach i blatach. Znajdują się wciąż w zasięgu przepływanki i mocniej obciążonej przystawki. Żerowanie trwa do osuszenia traw, do zejścia rosy. Później leszcze odchodzą od brzegu, ustawiają się w korycie i co pewien czas tyralierą przeczesują swój dzienny rewir. Czynią to jednak leniwie, niespecjalnie starannie, aczkolwiek prowadzony z przytrzymywaniem zestaw bolonki czy powiewający w nurcie długi przypon denki z pewnością sprowokuje leszcza do zainteresowania się omawianego gatunku miewają też dość często południowy napad apetytu. Nie spotyka się go tylko w okresach wyjątkowych i długotrwałych upałów. W dni o średniej czy niższej temperaturze leszcze ożywiają się na godzinę, półtorej, w momencie, gdy słońce stoi najwyżej. Żerują głównie w znów następuje trzy godziny przed zachodem słońca leszcze znów nabierają chęci na jedzenie. Bardzo wolno zbliżają się ku brzegom. Na bezludnych i spokojnych odcinkach rzek tuż przed zmierzchem zajmują poranne stanowiska. Znikają z nich jednak jeszcze przed zapadnięciem nocy można złowić leszcze największe, choć i średniaki dają się niekiedy skusić na dobrze podaną przynętę. Nie oddalają się zbytnio od swych wieczorno-porannych stanowisk, bowiem jak każde sympatyczne stworzenie są leniwe i wygodnickie. Dlatego też - jeżeli celem nocnej wyprawy są właśnie one - nie ma sensu ciężkiego zestawu gruntowego czy lżejszej "pikerowej" denki posyłać daleko na wodę. Wystarczy podać go na kant, na skraj materaca, w pogranicze spokojnej wody i należy się jednak spodziewać częstych i wygodnictwo leszczy może być wykorzystane przez wędkarza. Cały, misternie ułożony przez naturę rozkład jazdy leszczowego stada może zostać zakłócony przez przemyślność ludzką. Wystąpią co prawda momenty gorszego żerowania, ale da się ryby przytrzymać przy brzegu i w stanowisku, jeżeli z głową i z dobrym smakiem zanęci się łowisko. Dwie rzeczy będą wówczas najważniejsze - zanęta musi trafiać w rybie gusta oraz musi być podana dokładnie na trasie leszczowej wędrówki żerowiskowej...Niechcący jednak, mimochcąc, zupełnie jak leszcze, weszliśmy wraz z Czytelnikami w okres letni. Ryby opisywane w tym rozdziale takie właśnie są, powolne, unikające nagłych zmian, zmieniające się na raty, partiami czy jak kto woli "turnusami". Niektóre już w czerwcu żyją letnim rytmem, podczas gdy inne dopiero wchodzą w tarło, niektóre wychodzą już z dopływów, podczas gdy inne dopiero zbierają się przy ich ujściach...LatoDobrze podana zanęta może znacznie zaburzyć rozkład dnia i zmienić stałe trasy leszczowego stada. Nie trzeba zaopatrywać się w kilogramy firmowych mieszanek i prowadzić eksperymentów, by się o tym dowiedzieć. Wiele średnich i dużych rzek zanieczyszczane jest przez ścieki komunalne. I każdy ich wylot staje się leszczowym łowiskiem dla dziesiątek wędkarzy niewrażliwych na przykre zapachy. Nie chcę tutaj poszukiwać motywacji ludzi, którzy w śmierdzących ujściach kolektorów łowią ryby, faktem jest, że łowią skutecznie. Poziom ochrony środowiska w naszym kraju długo jeszcze będzie stał na zatrważającym poziomie, dlatego przy "berglach", "śmietnikach", "smródkach" - takie wdzięczne miana nadali ściekom wędkarze - spotykać się będzie przez całe lato gromadki stałych większy zrzut komunalnych nieczystości ma swoje leszczowe stado, ba, kilka innych ławic kilka razy dziennie wpada tu na żer. A jest po co - wszak przez zlewozmywaki niewielkiego nawet miasteczka przepływa dziennie masa jadalnych resztek z ludzkich stołów. Leszcze na tych resztkach rosną znakomicie - to właśnie tu regularnie padają wędkarskim łupem osobniki liczące sobie dwa, dwa i pół czy więcej na stałe zadomawiają się w miejscach, hm... stale zanęconych...Zdarzają się dni, że kilkunastu bywalców berglowych stanowisk, często siedzących tuż koło siebie, ramię w ramię, wyławia z zapaskudzonej wody kilkadziesiąt czy wręcz ponad setkę kilogramów bowiem leszcze podczas lata niewytłumaczalne napady żarłoczności. Nieczęste są to dni, ale długo krążą potem po brzegach opowieści o leszczowym szaleństwie. Ryby te w takie dni łowią się na wszystkie wędki postawione na trasie ich wędrówki - dzwonią dzwoneczki gruntówek, pikają szczytówki "pikerków", podskakują bombki na przystawkach i nikną pod wodą spławiki przepływanek. Ktoś, kto trafi nad wodę w taki dzień, a na dodatek dołączy do sprzyjających okoliczności trochę wędkarskiego i kunsztu, będzie potem długo mógł wspominać niesamowite chwile leszczowego nie potrafi racjonalnie wyjaśnić istoty tego zjawiska, tym bardziej że zdarza się ono zarówno podczas upałów, jak i w dni pochmurne, w czasie bezwietrznej pogody i przy porywistych wędkarz, który natknął się na leszczowe szaleństwo, wie, że ryby te niemal przez cały dzień żerują w strefie brzegu i na spadzie do pierwszej rynny sródrzecznej, że przerwy w pobieraniu pokarmu bywają krótkie, zaś brania pełne są gwałtowności i rzadko kiedy ryby wypluwają nawet najbardziej oporne przynęty. Ale dni takie są marzeniem, śni się o nich, pożąda, jednak najczęściej rzeka wita nas zwyczajnym zachowaniem ryb... Stan wody na rzekach mniejszych latem jest zazwyczaj znacznie obniżony. Leszcze występują stale jedynie w głębszych, wolno toczących swe wody. Stada nie są liczne. Składają się z kilkunastu, rzadziej z kilkudziesięciu osobników o podobnej wielkości. Do gromadki równolatków "przykleja się" kilka ryb większych i parę wybierają sobie stałe rewiry, które przeszukują starannie według rozkładu dnia wspominanego wyżej. Miejsca te znane są doskonale wędkarzom mieszkającym nad tymi rzekami, ale i przyjezdnemu nietrudno je głębokie na półtora do dwóch metrów rynny o jednostajnym nurcie przylegające do strefy spowolnień, biegnące wzdłuż głębszych zatoczek i wrzynek z wstecznymi prądami, plosa o bardzo nieznacznym uciągu są zazwyczaj przez leszcze odwiedzane. Nie oznacza to jednak, że wystarczy wypatrzyć właściwe miejsce - leszcze bowiem, wbrew utartej opinii podkreślającej ich gnuśność, są rybami kilkakrotnie w ciągu doby zmieniającymi swoje stanowiska, czasami dość odległe od zachowują się na rzekach średnich, dużych i tych wielkich, z tym że wszystko odbywa się w innej skali. Ale na rzekach małych i dużych oznacza to konieczność wyczekiwania, zmieniania metod, starannego przypatrywania się jednak, kto pozna dobowy rytm bohaterów tego rozdziału, będzie szukał ich tam, gdzie powinny przebywać. Niewielu doświadczonych wędkarzy będzie stawiać przystawkę przy brzegu w samo południe, mało który łowca leszczy wyrzuci zestaw gruntówki daleko od brzegu o świcie i o zmierzchu. Mało który będzie się spodziewał natychmiastowych brań tuż po leszczy wie, że ryby te żerują cały czas znajdując się w ruchu, że do zanęty dojdą prędzej czy później, zaś cała sztuka polegać będzie na tym, by stado zatrzymać na dłuższy czas w zawodowych rybaków leszcze mają opinię ryb przemyślnych i mądrych. Poza okresem zimowym, gdy łowione są w wielkich ilościach w ostojach, wcale nieczęsto wpadają w matnie sieci. Jest ich w rzece najwięcej, więc rzadko który zaciąg leszczy nie przynosi, ale jest to ilość nieprzystająca do liczby tych razy zdarzało mi się wypływać z rybakami i widziałem na własne oczy, jak ogromne stado leszczy umykało przed spływającą drygawicą, kiedy kilka ryb zaczynało się trzepotać w jej okach. Szły wierzchem - w dół i na boki - niezbyt śpiesznie, bez nieprzytomnej paniki. Za to skutecznie nad wyraz. Co widać było po grymasie złości na rybackich twarzach i słychać w wiązankach, które słali za umykającym stadem rozsierdzeni także muszą się liczyć z mądrością leszczowej zbiorowości. Ryby te nie są co prawda tak ostrożne jak klenie czy jazie, tak podejrzliwe jak bolenie, jednak zbyt głośne zachowanie czy niemądry hol mogą spowodować długą przerwę w braniach. Leszcze nie odejdą w panice jak płotki, nie zemkną na środek rzeki jak brzany, ale odsuną się, spłyną kilkanaście metrów w dół rzeki i nie będzie łatwo ponownie zachęcić je do dużych rzekach do ulubionych stanowisk należą wszelkiego rodzaju ostrogi. Jakże często wędkarze ustawiają się na ich szczytach i podają swoje zestawy w dół rzeki, na skraj nurtu lub w zawirowania i wsteczki za główkami... Tymczasem najbardziej doświadczeni łowcy leszczy lokują się chętnie u postawy główki a przynętę podają na stronę napływową, w głębokie na 2-3 m spowolnienie przed ostrogą. Bardzo często właśnie takie miejsce jest najbardziej obfitym żerowiskiem. Przed główkami nurt zwalnia, tworzą się prądowe cienie, warstwy wody niemal stojącej przy samym dnie. Niezbyt grubą warstwą zalega tutaj muł, a leszcze - znów wbrew utartej opinii - wcale nie przepadają za zanadto głęboką warstwą osadów. Podobnie jak większość organizmów wchodzących w skład ich pożywienia, wolą cienką ich warstwę - lepiej natlenioną, obmywaną i czyszczoną z lżejszych drobin przez nieśpieszny przepływ. Nurt nanosi tutaj wciąż nowe szczątki organiczne, które wykorzystywane są przez bezkręgowce, trawione i wydalane. Ot, zwyczajna przemiana materii, pokarmowy łańcuch. Materia wydalona jest lekka, natychmiast więc porywa ją woda. Można więc by rzec, że jest na napływie zdrowo, czysto i przewiewnie. A przede wszystkim obficie pod względem pożywienia. Tutaj także zatrzymuje się zanęta - a ta przy łowieniu leszczy ma ogromne więc przejdziemy do jesieni leszczowego stada - znowu mimochcąc, bez wyraźnej granicy, płynnie jak bohaterowie tego rozdziału - warto by się zająć szczegółowiej jadłospisem naszych karpi wędkarzy dziwi się niepomiernie faktem, że leszcze ustawiają się często nad zalanymi przez 2-3 metrową warstwę wody kamieniskami. Niepotrzebne to zdziwienie - pomiędzy kamieniami odkłada się muł, wśród kamieni żyją - w czystych rzekach - kiełże, dorastające do 2 cm skorupiaki, takie "niby-raczki" uwielbiane przez wszystkie ryby spokojnego żeru. Można ich używać jako przynęty od kwietnia do cały rok natomiast można na haczyk zakładać po kilka ośliczek, spłaszczonych skorupiaków występujących na kamieniach i wśród butwiejących szczątków - mimo gęby przystosowanej do połykania dość dużych kęsów - bardzo chętnie odcedzają z mułu i pożerają drobne organizmy, na przykład rureczniki, znane hodowcom ryb akwariowych pod nazwą jednak lubianym pokarmem leszczy są larwy owadów występujące w osadach dennych. W leszczowych wnętrznościach można znaleźć ogromne ilości larw ochotkowatych, dlatego też każde miejsce ich obfitego występowania chętnie odwiedzane jest przez ryby. Znakomitą przynętą mogą okazać się larwy chruścików, wodne pędraki obudowujące się domkiem z piasku, resztek roślinnych, fragmentów muszli. Domek ten chroniący delikatny odwłok larwy nie jest żadną przeszkodą dla posiadającego silne zęby gardłowe leszcza. "Kłódki", bo tak ochrzcili larwy chruścika wędkarze, połykane są przez bohaterów rozdziału wraz z równie chętnie połyka także larwy jętki, ważki, widelnicy, zabarwicy oraz komarnicy. Wymieniam te stworzenia jednym tchem, bowiem wędkarzowi nie jest potrzebna umiejętność ich rozróżniania, wystarczy świadomość, że leszcze zjadają wszystko, cokolwiek się w rzecznym mule przez cały wrzesień leszcze żerują na letnich zasadach. Wyjątkiem bywają tylko gwałtowne załamania pogody wieszczące nadchodzącą jesień. Jednak jeśli miesiąc jest pogodny, to aktywne żerowanie przenosi się na nie są wyjątkiem - jak wszystkie ryby pragną pod koniec ciepłego sezonu najeść się na zapas, nagromadzić w postaci tłuszczyku zasób energii, która pomoże przetrwać chłodną porę roku. Żerują więc aktywnie. Jest jednak pewna różnica między rozkładem dnia z środka lata, a planem leszcze dużo częściej pojawiają się na płyciznach, szczególnie podczas październikowych ociepleń. Jak zwykle nie oddalają się nazbyt od sródrzecznej rynny, nadal bobrują w kantach, ale bardzo często i raczej w pierwszej połowie dnia wychodzą na wypłycenia. Na mniejszych rzekach warto ich szukać w środku koryta - na prostych odcinkach za pierwszą rynną z reguły takie wypłycenia występują. Na rzekach większych każda dłuższa rynna o spowolnionym uciągu bywa przez leszcze odwiedzana. Każdą więc sąsiadującą z nią płyciznę o niezbyt śpiesznym prądzie obszukują nasze karpie codzienne. I są to najczęściej ryby spore, a nawet wybitnie październiku na spinningistów uganiających się za jaziem i kleniem czekają niespodzianki. Na wodzie nie głębszej nad metr w maleńkie woblery, miniaturowe obrotówki potrafi uderzyć potężny leszcz. W ciągu ostatnich lat kilkakrotnie przekonany byłem, że mam jazia na złoty medal - pobicie bywało silne, pierwsze chwile holu fascynujące, błysk ryby pod powierzchnią przyprawiał o drżenie kolan... Dopiero po kilku minutach okazywało się, że mam na wędce nie jazia, a trzykilogramowego leszcza zapiętego na trzech grotach albo wręcz z całą przynętą w czeluściach trąbkowatego pierwszych długotrwałych chłodów, które mogą się zdarzyć w październiku, częściej na początku listopada, leszcze żerują bardzo chimerycznie i wyprawy na nie przypominają wędkarskiego totka. Jednak i w grach losowych obowiązują pewne reguły... Otóż leszcz z zimnej wody częściej daje się skusić w pierwszej połowie dnia, niekiedy w samo południe. Kiedy słońce zaczyna swój lot ku horyzontowi na zachodniej stronie, ryby gdzieś się zapodziewają. Najczęściej zmierzają do głębokich dołów o minimalnym uciągu, w których letnie stada zbijają się już w zimowiskowe wyprawy stają się coraz rzadsze i coraz krótsze, choć przecież zdarzają się nawet w środku najmroźniejszej zimy. Niektóre plosa, w których gromadzą się spore ilości leszczy, zamienią się niebawem w jeszcze bardziej zatłoczone zimowiska, niektóre jednak są tylko przejściowymi schronieniami. Bywają zbyt płytkie, nie dają rybom poczucia bezpieczeństwa, są niezbyt zasobne w pożywienie, leżą w strefie wyjałowionej z "przejściówek" jest sporo w mniejszych rzekach, dużo ich także w rzekach średnich. Można je nazwać etapami, etapami na szlaku przedzimowego spływu do rzek większych oraz do cofek zbiorników zaporowych. Niektóre stada rozpoczynają tę wędrówkę pod koniec października, inne schodzą w dół w ostatnich dniach listopada. Nie ma to wiele wspólnego z masowym ciągiem ryb wędrownych - poszukiwanie zimowiska trwa niekiedy przez kilkadziesiąt dni, częste są zatrzymywania się pod drodze w zasobnych w pokarm okolicach. Czasami leszcze przypominają sobie o letnich obyczajach i żerują kilka razy w ciągu dnia, znów pracowicie przeorując dno w poszukiwaniu się to jednak na ogół dalej od brzegu, gdzieś w środku koryta, w strefie, w której ryby czują się bezpieczniej, gdzie ni człowiek, ni zwierzę nie będzie zakłócać ich zdarza się przedzimowa wędrówka pod prąd. Dzieje się tak na rzekach przegrodzonych spiętrzeniami. Pod jazami, zaporami zimują ogromne rzesze ryb, które przypływają tutaj z dużych odległości. By się znaleźć w głębokim, dobrze natlenionym plosie pod tamą, leszcze potrafią późną jesienią przepłynąć nawet pięćdziesiąt i więcej widać z opisu jesieni, także i w zimę leszcze wchodzą partiami. Niektóre siedzą w zimowiskach już w pierwszych dniach listopada, inne zbierają się w nich dopiero w grudniu. Zima dla łowców leszczy nie jest łaskawa. Odnalezienie zimowiska w rzece jest niezwykle trudne, dotarcie do niego jeszcze trudniejsze. Natomiast łowienie w zimowych ostojach - nieetyczne i sprzeczne z kolegów oburza się na takie postawienie sprawy. Protestując wywołują do tablicy zawodowych rybaków, którzy właśnie w zimie i właśnie z zimowisk wyławiają ogromne ilości tych ryb. Lecz rybactwo nie jest sportem, na sportowość wędkarstwa - w angielskim, nie zaś w "wyczynowym" znaczeniu tego słowa - powołujemy się natomiast prawie wszyscy. Zachowujmy się więc przyzwoicie, fair, sportowo i nie łówmy leszczy w ciepłych zim można z rzadka znaleźć te ryby na przylegających do ostoi wypłyceniach o dwumetrowej głębokości, w głębokich i raczej odległych od brzegu powolnych rynnach. Podczas ociepleń pojawiających się po trzaskających mrozach warto też obłowić krawędzie lodu. Tworzą się one na pograniczu nurtu i spokojnej wody, a więc w strefie, którą leszcze niekiedy odwiedzają podczas rzadkich, zimowych wędrówek jednak przeznaczyć miesiące zimowe na łowienie innych ryb, a może wręcz należy odpuścić sobie rzeki nizinne. Jeżeli nie ma się temperamentu trociowego i nie jeździ się na Pomorze, lepiej zimą szukać ryb w jeziorach lub w zbiornikach zaporowych o stałym poziomie wód. Rzeka bywa niebezpieczna, nawet na spokojnych zastoiskach lód miewa różnorodną grubość, odmienną spoistość i inny stopień zanęta, robak...Łowienie leszczy wymaga dobrej pamięci i sprawnego kojarzenia własnych obserwacji. To także znajomość rozkładu dnia leszczowego stada. Z własnymi spostrzeżeniami warto też konfrontować wiedzę książkową i tę czerpaną z wędkarskiej prasy. Wędkarz chcący się zasadzić na leszcza szuka więc miejsca lekko zamulonych o niezbyt bystrym przepływie. Wystarczy przyjrzeć się budowie ciała tej ryby, jej wysuwającemu się ku dołowi trąbkowatemu ryjkowi, by pojąć jej tryb życia, zrozumieć dlaczego wybiera takie a nie inne stanowiska. Wystarczy też pamiętać o tym, że leszcze zawsze gromadzą się tam, gdzie znajduje się obfitość pożywienia. Dla żarcia potrafią zrezygnować z rozkładu dnia, wpłynąć w miejsca rzadko odwiedzane. Stara wiślana prawda mówi, że łowienie leszczy bez zanęty nie ma sensu. I tak jest naprawdę. Leszczowe stado prędzej czy później natknie się na pojedynczego robaka postawionego na jego trasie. I co? Połknie go jeden jedyny leszcz, pozostałe kontynuować będą swoją orkę, pójdą pod prąd, dotrą do krańca rewiru, spłyną i za kolejnym "nawrotem" znów może jakiś pojedynczy osobnik zapnie się na zatrzymać leszczowe stado na dłużej, jeżeli dość obficie zanęci się stanowisko i jeśli po pierwszych braniach dorzucać się będzie co pewien czas niezbyt wielką porcję dobrze skonstruowanej być ona dość ciężka, aby prędko osiągała strefę dna i nie ściągała w łowisko drobnicy. Powinna być odpowiednio spoista, by kule nie rozbijały się po uderzeniu o powierzchnię wody czy dno. Muszą się one rozkruszać pod wpływem nieznacznego prądu, smużyć i pobudzać apetyt. Winny zawierać około 20 procent komponentów o dość grubej frakcji - mogą to być całe płatki jęczmienne, owsiane, kasze i śruty albo markowy rzeczne nie będą się kręcić po łowisku w poszukiwaniu drobin pokarmu, aby się zatrzymać, stado musi natknąć się na coś godnego uwagi. Warto więc do "wegetariańskiej" mieszanki dodać nieco "potraw mięsnych", a więc siekanych dżdżownic, zanętowych białych robaków, larw ochotkowatych...Mimo że leszcze lubią pokarm pochodzenia roślinnego, to jednak ich naturalnym pożywieniem są głównie wodne bezkręgowce. To właśnie ich szukają w osadach dennych, do ich odcedzania natura wyposażyła je w trąbkowate ryjki. Najlepsze efekty w rzekach osiągają przede wszystkim ci koledzy, którzy łowią na przynęty zwierzęce. Z wiosny najlepszy będzie czerwony robaczek, latem biały, jesienią pęczek ochotek. Niezłe mogą być fragmenty mięsa z małży, ślimaków, oraz wszystkie larwy owadów przebywające do przeobrażenia w szczególnie na śródrzecznych stanowiskach, będą założone na hak duże dendrobeny oraz rosówki. To właśnie one potrafią przynieść medalowego w dobrze zanęconym łowisku stosować można przynęty roślinne - od pęczaku, gotowanej pszenicy, płatków, po ciasta i kaszę technikiW kwietniu łachy są niczym rzeki z prawdziwego zdarzenia. Niemałe, bystre, kręcące wśród zatopionych drzew, krzewów, sięgające burt, niekiedy nawet wylewające się w łąki. Z reguły omijane są przez większość wędkarzy przyjeżdżających z miasta. Ludzie szukają - jak w pełni lata - "samej rzeki". Czasem tylko zbliża się do nich doświadczony łowca płoci czy jazi. Jedynie miejscowi stają się do końca przyboru zaprzysięgłymi fanami łach. Wiedzą swą, sąsiedzkim traktowaniem wody nie zwykli się dzielić z przybyszami. Nagabywani o wyniki pogardliwie wydymają usta, wzruszają ramionami i mówią:- E tam, nic nie bierze, płoteczka czasem skubnie, badziewie. Ja tak tu stanął, ot, pogapić się...Tymczasem w łachy gna niekiedy ryby z całej rzeki - to ruchliwy, uaktywniony kwietniowym ciepełkiem narodek. Porzuca chętnie wyjałowione przez zimę śródrzeczne stanowiska i napędzany przez hormony odwiedza miejsca dotąd niedostępne. Dwie sprawy determinują te ciągi - głód i seks. W łachach, latem zamulonych, rozgrzanych, kwitnie bujnie biologiczne życie. Larwy owadów, wodne bezkręgowce, mięczaki, mnóstwo roślinnych resztek - choćby niewiarygodna ilość nasion... Jest w czym wody porywa osiadły muł, odkłada cienką warstwę na spowolnieniach, na kantach i blatach, na pograniczach prądu. Do tych miejsc ściągają wiosną leszczowe wyprawy na łachy muszą gwarantować wędkarską mobilność. Ryb trzeba szukać, kiedy więc brania ustaną należy zmieniać miejsce. Oczywiście nęci się i w kwietniu, ale drobnymi porcjami, nadzwyczaj oszczędnie. Wyprawy z masą sprzętu, tymi wszystkimi michami, wiadrami, stołkami i kompletem wędzisk - co się czasem widuje - nie mają żadnego sensu. Jest coś takiego w wiosennej rybie, że miejsca nie potrafi zagrzać nawet nad dnem gęsto obsianym najatrakcyjniejszą sam wyglądam jak karykatura przyciężkiego spinningisty - wodery (bo często przełazić trzeba przez wodę), lekka kapotka, którą zdjąć można, gdy przyjdzie chwila upału, torba ze stelażem krzesełeczka, stać ... Regulamin Amatorskiego Połowu Ryb. Załącznik do uchwały nr 172/IX/2019 ZG PZW z dnia 20 września 2019 r. I WSTĘP. Zbiór przepisów dotyczących zasad uprawiania wędkarstwa ustala w swoim zezwoleniu uprawniony do rybactwa – Zarząd Okręgu PZW – określając w nim zasady: wędkowania, dozwolone metody połowu i ochrony ryb.
W sobotę z Neru, na granicy powiatów łęczyckiego i poddębickiego, wyłowiono ponad 200 kg śniętych ryb. Śnięte ryby w rzece Ner . Śnięte ryby znaleziono w rzece Ner na terenie woj. łódzkiego pod koniec ub. tygodnia. W sobotę wojewoda łódzki Tobiasz Bocheński zwołał posiedzenie sztabu kryzysowego w tej sprawie.
W rzece Odrze, na odcinku od ujścia Warty do wód morskich, trwa on od 1 listopada do 31 maja. Od 1 stycznia 2020 każdy Okręg może wprowadzać własne okresy i wymiary ochronne dla tej ryby. Pamiętaj! Wymiar i okres ochronny dla tego gatunku jest określony przepisami Regulaminu Amatorskiego Połowu Ryb obowiązującego w danym Okręgu PZW.
Zawiercie112 Setki martwych ryb w Warcie w Zawierciu. Nie zauważono plam oleju, nie wyczuto zapachu substancji chemicznej - poinformowała straż pożarna. Dlaczego w piątek w rzece Warta w.