Kolejowe Zakłady Łączności w Bydgoszczy liczą sobie 160 lat. A jeszcze niedawno swój początek lokowały w 1920 roku, w warsztatach sygnałowych. To się zmieniło za sprawą jednego z długoletnich Benona Brzezichy pracował w warsztatach już w 1919 roku. O tym, czego dowiedział się od współpracowników, opowiadał synowi. Chłopaka to interesowało. Tym bardziej, że w lutym 1945 roku ojciec wziął go za rękę i zaprowadził do warsztatów na Zygmunta Augusta, by uczył się zawodu.***Benon Brzezicha (rocznik 1928) został głównym mechanikiem. Pamięta, że podczas rozbudowy zakładów w latach 60. XX wieku, przy rozbiórce drewnianej rampy przyległej do budynku warsztatów od strony torów, na dwóch drewnianych belkach wybita była data 1860 r. Można przyjąć, że była to data budowy rampy. Same warsztaty mogły powstać nieco wcześniej. Ostrożnie licząc - druga połowa lat 50. XIX wieku. Na pewno powstanie warsztatów sygnałowych związane było z uruchomieniem linii kolejowej przez Bydgoszcz (rok 1851). Budowano wówczas także zaplecze techniczne. Można sądzić - uważa Brzezicha - że mniej więcej w tym samym czasie powstały Telegraphen Werkstatt, które dały początek Kolejowym Zakładom Łączności. Firma istnieje do dziś, choć z ul. Zygmunta Augusta 1-3 wyprowadziła się na Ludwikowo. Zobacz także: 160 lat Kolejowych Zakładów Łączności w Bydgoszczy [zdjęcia]Uzdarnik, jesień 1940 r. - W ciągu kilku miesięcy zrobiono z nas nędzarzy - mówi Barbara Szymankiewicz, z d. Fernezy, córka kpt. Pawła Fernezy zamordowanego w Charkowie. Pani Barbara z matką i bratem została wywieziona w kwietniu 1940 r. z Kołomyi do Kazachstanu. ze zbiorów Barbary SzymankiewiczBenon Brzezicha (po lewej) i inż. Zbigniew Jeliński, były dyrektor Kolejowych Zakładów Łączności(fot. Jolanta Zielazna)***Ale wróćmy do historii. - Początek firmy podpowiedział nam pan Brzezicha, wtedy też zaczęliśmy szukać - mówi Krzysztof Wysocki, kierownik działu marketingu i handlu w KZŁ. - Dotarliśmy do dokumentów świadczących, że warsztaty telegraficzne Telegraphen Werkstatt powstały przy Królewskiej Dyrekcji Kolei Wschodniej z siedzibą w Bydgoszczy, do obsługi tej linii. Linia Berlin - Królewiec przez Bydgoszcz, jako pierwsza w Prusach została wyposażona w telegraf. Warsztaty powstały bardzo blisko ówczesnego dworca (bo w miejscu, które dziś ma adres Zygmunta Augusta 1), choć po drugiej stronie torów. Miały zajmować się utrzymaniem odcinkowym tej linii. I tak się rozwijały. Gdy w 1919 roku Stanisław Brzezicha zaczynał pracę w warsztatach telegraficznych, były jeszcze pod niemieckim zarządem, z niemiecką administracją. Zatrudniały około 50 osób. - Tata pracował tam jako rzemieślnik nadzoru sygnałów kolejowych - opowiada pan Benon. - Ojciec doskonale znał język niemiecki. Od pracowników dowiedział się, że warsztaty działały już wcześniej. Ich głównym zadaniem była budowa aparatów telegraficznych. Ale też nadzorowały przebieg trasy pociągu. Podawano godzinę odjazdu pociągu z Bydgoszczy, skład, ewentualne awarie, brak węgla, wody. Dziś powiedzielibyśmy, że monitorowano trasę międzywojennej Bydgoszczy zakłady nazywały się Warsztaty Sygnałowe. Benon Brzezicha przypomina dekret naczelnika państwa Józefa Piłsudskiego z 8 lutego 1919 r. o powołaniu Ministerstwa Kolei Żelaznych. W jego skład wchodziły odcinki sygnałowe i warsztaty sygnałowe. W styczniu 1920 r. powołane zostały także Warsztaty Sygnałowe w Bydgoszczy, w miejscu, gdzie podczas zaboru pruskiego znajdowały się Warsztaty porównaniu z tym, co firma robiła wcześniej, jej działalność mocno się poszerzyła. Po I wojnie wprowadzono budowę i montaż semaforów, tarcz ostrzegawczych, tarcz zamknięcia torów, rogatek przejazdowych, montaż i konserwację zegarów stacyjnych i central telefonicznych. Przeczytaj również: Remont dworca PKP w Bydgoszczy coraz bliżej. Jakie wizje snuje miasto?Z zegarami jest bardzo ciekawa sprawa. Otóż na każdej stacji znajduje się zegar-matka. On wysyła impulsy do wszystkich pozostałych zegarów (na peronach, w poczekalni, dyspozytorni itp.), by pokazywały identyczny czas. Taki zegar-matka z początku XX wieku zachował się w firmie. Ma wygląd tradycyjnego stojącego zegara, jest w pięknej, drewnianej obudowie. Pochodzi z Wiesbaden, z firmy Theodora Wagnera. Warsztaty sygnałowe wykonywały montaż (ale nie budowę) i rozruch nastawni kolejowych ręcznych i elektrycznych, które powstawały u Fiebrandta. - Na podstawie licencji Siemensa - podkreśla Benon 1948, 1 maja, przed siedzibą warsztatów przy ul. Zygmunta Augusta 1. W środku siedzi naczelnik Paweł Dominikowski, obok jego zastępca Kazimierz Krzyżyński (prawa strona). Wśród pracowników jest i Benon Brzezicha. archiwum Benona BrzezichyUzdarnik, jesień 1940 r. - W ciągu kilku miesięcy zrobiono z nas nędzarzy - mówi Barbara Szymankiewicz, z d. Fernezy, córka kpt. Pawła Fernezy zamordowanego w Charkowie. Pani Barbara z matką i bratem została wywieziona w kwietniu 1940 r. z Kołomyi do Kazachstanu.(fot. ze zbiorów Barbary Szymankiewicz)***Po zakończeniu wojny, w styczniu 1945 roku, byli pracownicy Warsztatów Sygnałowych bardzo szybko stawili się do zakładu. Wrócił także Stanisław Brzezicha. Dzięki temu wiemy, że w grupie, która zorganizowała się, by warsztaty szybko podjęły pracę, byli: Kazimierz Krzyżyński, Paweł Dominikowski (naczelnik), Franciszek Bachorz, Franciszek Łukowski, Franciszek Lewicki, Stanisław Purzycki, Konrad Donderski, Leon Pawlak, Antoni Kędzierski, Bolesław Sadka, Aleksander Łoszniow, już w lutym Stanisław Brzezicha wziął za rękę 16-letniego syna Benona i zaprowadził go do warsztatów. Na naukę zawodu mechanika precyzyjnego. Po wojnie firma szybko się rozwijała. Do odbudowy i rozbudowy linii kolejowych potrzebny był sprzęt, wyposażenie stacji, a przede wszystkim łączność. Potrzeba było więcej i więcej sprzętu, zwiększała się oferta. Warsztaty w wielu dziedzinach były jedynym dostawcą wyposażenia, sprzętu i urządzeń kolejowych, dyspozytorskich, sygnałowych. Ternion, czyli szafa biletowa i automat biletowy z 1975 roku - dzieło konstruktorów KZŁ. Dziś oba urządzenia stoją w Izbie Tradycji Bydgoskich Dróg Żelaznych na dworcu PKP Bydgoszcz Główna. Jolanta Zielazna / collage Jerzy ZielińskiRok 1948, 1 maja, przed siedzibą warsztatów przy ul. Zygmunta Augusta 1. W środku siedzi naczelnik Paweł Dominikowski, obok jego zastępca Kazimierz Krzyżyński (prawa strona). Wśród pracowników jest i Benon Brzezicha.(fot. archiwum Benona Brzezichy)***Zakłady zmieniały nazwę. Najpierw na PKP Warsztaty Elektrotechniczne w Bydgoszczy, potem przemianowano je na Zarząd Budowlano-Remontowy nr 11. W końcu, jeszcze w latach 50. pojawiły się PKP Kolejowe Zakłady Łączności. I KZŁ, teraz spółka z - zostały do dziś. Parterowy budynek przy Zygmunta Augusta 1 szybko okazał się za ciasny. Nadbudowano więc piętro. W 1955 r. przy pobliskiej ulicy Langiewicza postawiono drewniany barak. Podzieliła go między siebie administracja i produkcja. W połowie l. 60 zakończono drugą rozbudowę warsztatów przy Zygmunta Augusta 1-3. A w roku 1956 firma wybudowała zakładowe mieszkania przy ul. Naruszewicza. To wszystko pan Benon doskonale pamięta. W 1948 roku zdał egzamin czeladniczy, wieczorowo uczył się w Technikum Mechaniczno-Elektrycznym przy ul. Świerczewskiego (dziś Świętej Trójcy). Na początku lat. 50. ukończył kurs dla kadry kierowniczej i aż do emerytury, do połowy 1990 roku, był głównym mechanikiem w zakładach. Odpowiadał za ich też: Pociąg Bydgoszcz - Toruń wolniej niż przed wojnąIreneusz Glazik w tym roku obchodzi 50-lecie pracy w KZŁ. Stoi przy nowoczesnym automacie biletowym, produkowanym przez firmę. Jolanta ZielaznaTernion, czyli szafa biletowa i automat biletowy z 1975 roku - dzieło konstruktorów KZŁ. Dziś oba urządzenia stoją w Izbie Tradycji Bydgoskich Dróg Żelaznych na dworcu PKP Bydgoszcz Główna.(fot. Jolanta Zielazna / collage Jerzy Zieliński)***Czasy największego rozkwitu KZŁ doskonale pamięta Ireneusz Glazik, który przepracował tu pół wieku. Zaczynał w 1962 roku, jako uczeń szkoły przyzakładowej. Zdobywał fach telemontera łączeniowego. Już wtedy ta szkoła cieszyła się dużą popularnością, było kilku chętnych na jedno miejsce. Po zawodówce było technikum kolejowe i praca do obecnej chwili. Ireneusz Glazik obronił się w okresie restrukturyzacji, które były przeprowadzone w latach 90. ubiegłego wieku. - Produkowaliśmy wtedy tylko na potrzeby kolei - wspomina. - Na przykład centralki dyspozytorskie, centralki telegraficzne kolejowe, systemy informacji dla podróżnych. Potocznie mówiono, że to informacja "klapkowa". Na peronach tablice informujące o pociągu (kierunek, godzina odjazdu, przyjazdu) składały się z tzw. klapek, czyli paneli. Na wielu stacjach działają do dziś. - To nasza stara produkcja - mówi Ireneusz Glazik. - Zdecydowana większość dworców PKP w Polsce pracowała na naszych urządzeniach. Należy powiedzieć: pracuje, bo te urządzenia ciągle są powszechne. Zakłady starały się wytwarzać cały produkt od A do Z. Do tego stopnia, że była tam nawet stolarnia, w której powstawały terniony - drewniane szafy biletowe. Bilety były z brązowego kartonu, z dziurką pośrodku. Dziś to zabytek.***Kiedy do pracy przyszedł Glazik, dyrektorem firmy był Stanisław Skwieciński. Wkrótce potem zastąpił go inż. Zbigniew Jeliński. Absolwent Politechniki Gdańskiej dostał u nas nakaz pracy w 1954 roku, a 1 maja 1965 został dyrektorem naczelnym. Szefował zakładom do końca 1991 roku. To właśnie on był głównym inicjatorem rozbudowy KZŁ w l. 70-tych, a właściwie budowy nowoczesnej firmy przy ul. Ludwikowo 1. Bo przy Zygmunta Augusta było za ciasno, nie było miejsca na niezbędne nowe wydziały. No i pomieszczenia nie spełniały już wymogów bhp i przeciwpożarowych. Dyrektor pieczołowicie przechowuje bydgoskie i branżowe gazety z września 1970 roku, gdy Kolejowe Zakłady Łączności świętowały swoje 50-lecie. Ich początek liczono wówczas od 1920 roku. Wtedy firma chwaliła się nowoczesnym urządzeniem selektorowym. Zapewniało ono natychmiastowa łączność dyspozytora z dyżurnymi (wszystkimi naraz lub każdym z osobna, na kilkusetkilometrowym szlaku).Ireneusz Glazik w tym roku obchodzi 50-lecie pracy w KZŁ. Stoi przy nowoczesnym automacie biletowym, produkowanym przez firmę.(fot. Jolanta Zielazna)***Dwa lata później gazety pisały o automacie do sprzedaży biletów, który nie dawał się oszukać blaszkom, guzikom itp. Też był dziełem konstruktorów KZŁ. Firmie bardzo brakowało dokumentacji technicznej i technologicznej. Inż. Jeliński jeszcze swemu poprzednikowi na dyrektorskim stanowisku wiercił dziurę w brzuchu, by utworzyć dział konstrukcyjno-technologiczny. Pracował w nimi Roman Träger. - To był szalenie zdolny konstruktor- wspomina inż. Jeliński. - Jego zadaniem było opracowywanie dokumentacji i założeń do prototypów. Roman Träger, w czasie wojny wcielony do Wehrmachtu, przyczynił się do rozpracowania przez wywiad AK tajnej bazy pocisków V1 i V2 w Peenemunde. W rezultacie baza została zbombardowana przez siły RAF. ***Budowa przy ul. Ludwikowo 1 rozpoczęła się w 1974 roku; wtedy zaczęto wycinać las. Trwała wiele lat. Nie przebiegała bez problemów. Pod nowy adres firma ostatecznie przeniosła się w 1982 roku. Nowoczesne, bogato wyposażone zakłady, innowacyjne technologie, tylko czasy już szły kiepskie. Był czas, że w zakładach pracowało ponad 600 osób. Dziś - niespełna połowie lat 90. konieczna była restrukturyzacja. W 1996 roku zakłady stały się spółką z o. o, prezesem jest inż. Andrzej Mrówczyński. Zatrudniają niespełna 100 osób i odnalazły na rynku. - Pierwszy krok to było oderwanie się od starego poziomu produkcji - mówi prezes. - Wszyscy chcieli urządzenia cyfrowe, elektroniczne. Od dawna nie produkują wyłącznie dla kolei. - Ze starych KZŁ nie oddaliśmy żadnego fragmentu rynku, a jeszcze zdobyliśmy nowe - mówi inż. Piotr Kufel, członek zarządu. Parkomaty i system informacji parkingowej, automaty do sprzedaży biletów, konduktorskie znakowniki (zastąpiły "szczypce"), informacja dla pasażerów w komunikacji miejskiej - to ciągle tylko wycinek dzisiejszej produkcji. Cały system informacji wizualnej na bydgoskim lotnisku powstał w KZŁ. - Największe tablice kolejowe przed EURO 2012 na dworcach Wrocławia, Krakowa, Poznania, Gdyni Warszawy też powstały u nas - podkreśla Krzysztof Wysocki. W ostatnich latach zakłady zdobyły wiele nagród i Dla mnie praca w KZŁ to była największa satysfakcja w życiu - mówi dziś Benon Brzezicha. - Kochałem tę pracę, to był mój drugi dom, czasu się nie liczyło. Do dziś jestem zakładami z BydgoszczyCzytaj e-wydanie »Oferty pracy z Twojego regionuPolecane ofertyMateriały promocyjne partnera
Długi czas wysługują się jej bez słowa protestu, w końcu Szymek, na którego małżeństwo matka nie chce dać zgody, wdaje się z nią w awanturę i odchodzi z domu. Jędrzej boi się matki, ale w końcu przystaje do brata. Kuba (Jakub) Socha – parobek Borynów, pracowity, z oddaniem zajmuje się inwentarzem i dba o Witka, chadza teżCzuję się z nim tutaj bezpiecznie i zabawnie, to jest najważniejsze - chwalił go Antek. Na co dzień go uwielbiam. Myślę, że też nas więcej łączy, bo my najdłużej się znamy.
O romansie Julii Wieniawy i Barona mówi się już od kilku tygodni. Coraz więcej wskazuje na to, że romans muzyka i aktorki kwitnie w najlepsze. W końcu do całej sytuacji odniósł się były chłopak Wieniawy, Antek Królikowski. Na to wygląda, że mężczyzna nie pogodził się ze stratą ukochanej. Królikowski przeżywa nowy związek Julii Wieniawy! Nowy […]Antoni Królikowski po wypadku Alana Andersza postanowił przemyśleć swoje dotychczasowe życie. Chce przestać imprezować i skupić się na swojej karierze. - To co stało się Alanowi było dla niego szokiem. Antek uświadomił sobie jak kruche jest ludzkie życie i jak przez głupotę można je stracić - mówi informator tabloidu.
Niestety, Antek z bólem serca musiał odmówić, bo zachorował na COVID-19 i przez kilka następnych dni nie może wyjść z domu. – Antek ma nadzieję, że gdy wyzdrowieje, spotka się z
Wg informacji jakie posiada tw „Antek” materiały bezdebitowe dostarczają Czarkowi osoby, których on na razie nie zna, jednak postara się wejść z Czarkiem w jeszcze lepszy układ, aby poznać nazwiska tych osób”. Kolejną ustną relację od tw „Antka” przyjął już kpt Lasikowski 14 listopada 1986 roku. Od tego momentu stał
Nie pomyliłaś mnie z nikim? Za nim rozległ się dziwny dźwięk. Chłopiec spojrzał zdziwiony na brata, który starał się nie śmiać. – Cóż, skoro już obudziłeś mamę… – wydusił z siebie starszy brat. – Antka zabiorę później. – Kochanie – zwróciła się delikatnie do zaniepokojonego dziecka Aneta – skąd takie myśli?Zauważył też, że Antek po śmierci ojca nie otrzymał od nikogo wsparcia i pomocy. Wydaje mi się, że Antek ma w sobie dobre intencje, ale przytłoczyło go życie. Jestem ostatni od oceny jego osoby. Media tylko węszą w tym sensację. Moja wypowiedź też będzie pewnie wyciągnięta przez media i sprowadzona do tego, że ja go bronię.